Czy wspominałem kiedyś, że to jest mój ulubiony miesiąc? Nie? To dobrze, bo bym Cię okłamał. Nie lubię października. Kojarzy mi się z niedoskonałą częścią człowieka. Jakby dusza się okrywała ciemną mgłą. Coś na styl tego co młody Dorian Gray przeżywał po śmierci panny Vane. Tylko w tym przypadku pogoda wręcz ukazuje charakter tej przemiany. Jakby to właśnie ona poniekąd wpływała na chwilowe zmiany w nastroju.
A więc ów październik zagościł w naszym kraju, a także w naszych sercach. Roztoczył swój całun nad naszymi domami i spowił mgłą i deszczem nasze piękne miasta.
Nie mam dzisiaj zbyt wiele do powiedzenia, więc jedynie krótko opiszę co się zmieniło od mojego ostatniego przybycia w te strony. A więc jedna, może dwie toksyczne relacje przestały być toksyczne. W sumie przestały być nawet relacjami. Obie osoby z pewnością do dziś żywią do mnie uczuciem. Nie popadajmy w megalomanię, z pewnością negatywnym, szczególnie jeśli się spojrzy na huczne zakończenie naszych wspólnych rozwijających dysput. Niemniej trzeba zawsze coś wyciągnąć z każdego doświadczenia. W tym przypadku jedyne co mogę wyciągnąć to ohydę. Do nich, do siebie i do moich wcześniejszych decyzji, ale czego się spodziewać po kimś, kto pisze taki chłam, który czytasz, prawda?
Inna rozkoszna zmiana jest z kolei, o zgrozo, pozytywna. Pewna osoba zagościła w moim umyśle, sercu i życiu. Jaki dziw, że jest bardzo podobna do mnie. Przeraża, a zarazem raduje mnie to podobieństwo. Jak każdy coś przeżyła, jak każdy coś przetrwała, a jak powszechnie wiadomo, doświadczenia negatywne bardzo wzmacniają. Jest to czysta relacja. Aż się dziwię, że jestem w stanie tworzyć coś co nie jest toksyczne, albo robaczywe. A w każdym razie tego nie widzę. Tu pojawia się strach: a co jeśli jednak takie coś właśnie tworzę, tylko jest to zakorzenione w bardzo ukrytych odnogach mojej świadomości i naszej relacji? No cóż. Nie wiem.
Zmian z pewnością znajdzie się dziesiątki, każdy człowiek na płaszczyźnie czasu z każdym dniem się zmienia, a tutaj minęły trzy pory roku. Człowiek podobno całkowicie defragmentuje swój charakter raz na siedem lat. Myślę, że na przestrzeni ostatniego roku najwięcej zmian się u mnie zadeklarowało. Ciężko mi jest określić jak bardzo charakter mi się zmienił, niemniej widzę, że moje życie zaczyna wyglądać odrobinę inaczej. Czyżby dorastam? Nie wiem.
Niemniej uważam sezon za otwarty, witam Cię w naszym dorodnym, polskim i pięknym Październiku. Rozgość się. Zdejmij płaszcz i nakrycie głowy. Naleję Ci herbatki. Wódka jest na stole. Częstuj się.
Piękny czas niedoskonałości czas zacząć
Jak nigdy poczułem chęć na to aby odpocząć
Rozłożyłem kości, poczułem chłód
Poprawiłem poduszkę, usunąłem brud
Zamknąłem oczy i uśmiechnąłem się do siebie
Nie, z pewnością nie skończę w żadnym niebie
W końcu mój czas się skończył niepowrotnie
W tej trumnie jest trochę niewygodnie