Od ponad godziny siedzę lub leżę. Analizuję moje poczynania, wpatruję się w białe ściany i sufit. Patrzę się na syf, który jest na moim biurku. Wsłuchuję się w dźwięki pianina i skrzypiec, które rozbrzmiewają po cichu w moim pokoju próbując mnie uśpić. Ale nie, coś tutaj nie działa jak powinno.
Chociaż sen przyszedł początkowo dość szybko, to był jakiś marny podstęp. Po paru godzinach przebudziłem się ze świadomością, że trzeba wstać. Z paniką otworzyłem oczy i wstałem. Szukałem telefonu. Parę nieodebranych połączeń... godzina 2.51. Co jest, do cholery?
Później wydmuchałem nos, w którym roiło się od smarków. Lepiej, ale tylko na chwilę. Teraz spróbuj zasnąć - powiedziałem do siebie. Położyłem się z powrotem. Ale to nic nie dało. Gdy zamykałem powieki czułem jakby pod nimi był piasek, który drażnił gałki oczne i ocierał się o nie. Każde zamknięcie powiek było skwitowane bólem. Do tego jakby w czaszce toczyła się wojna. Ogień palił w zatokach i głębi mózgu.
Dlaczego organizm sobie wybrał akurat ten czas na toczenie bezsensownej wojny sam ze sobą? Leżałem. Rozmyślałem, bo co mi innego zostało? W końcu ruszyłem się do drugiego pokoju. No tak, jestem sam. Nie mam co liczyć na jakąkolwiek pomoc w środku nocy. Nie dzwonię, nie mówię, bo każdy, do kogo bym się nie odezwał oddelegowałby mnie z wyrazami szczerej niewdzięczności.
Stoję jak kołek w większym pokoju. Chłód. Źródłem tego chłodu był niedomknięty balkon. Jedno pytanie - czemu? Ale nie znalazłem odpowiedzi. Poszedłem i zamknąłem go. Następnie bez celu chodziłem to w tą, to we w tą. Ogień palił w głowie. Czemu tak bezsensownie chodzę?
Udałem się do łóżka - ponownie. Znowu nie udało mi się zasnąć. Już jest po trzeciej... Zaraz będzie czwarta. Czemu tak liczę czas? On mi jest niepotrzebny. Przeminie i zabierze ze sobą cząstkę mnie... no i przy okazji cząstkę siedmiu miliardów ludzi.
Mam ochotę pocieszyć pewną osobę. Ale żadne słowa nie przychodzą mi do głowy. Strata ukochanego zwierzaka jest ponadczasowa. Na co dzień niezauważalny element, który zazwyczaj chodzi i miauczy w pewnym momencie znika. Element, który wpisał się w życie codzienne nagle znika. Przerażający fakt. Ciężko się pogodzić z takim wyrokiem od strony losu. Ciężko pocieszyć taką osobę, bo nie wie się jakich słów dobrać, żeby nie zranić.
Kiedyś też miałem kota, pięknego, czarnego. A raczej kotkę. Zawsze gdy ktoś wracał do domu to stała przy drzwiach, jak pies. Zresztą wychowywała się wraz z psem. Co prawda nie pamiętam owego psa, bo miałem rok albo dwa gdy został uśpiony, ale kota pamiętam dobrze. Przyszedł na świat parę miesięcy przede mną, odeszła, a raczej została otruta przez miłych sąsiadów szesnaście lat później. Teraz zostało kilka zdjęć... choć przyznam, że przez długi czas czułem obecność tego zwierzaka. Nieraz kładła się za monitor i mruczała lub ciężko oddychała. Gdy odeszła to zostało w mojej podświadomości i nieraz to słyszałem. Czasami zdawałem sobie z tego sprawę, ale wtedy to nie miało wielkiego znaczenia... chyba.
Nawiązując do strat, to chyba muszę zaznaczyć jeszcze niedawną stratę psa... którego bardzo mocno kochałem. Ami... do dziś jakoś łatwo mi to nie przychodzi. Piękna psina, owczarek. Jasna sierść. Zawsze dokoła siebie robił raban, gdy on był było głośno, łasił się do każdego kogo znał. Swoimi wielkimi bursztynowymi oczyma patrzył i czekał nieraz na reakcję. Zazwyczaj potrafił budzić liżąc moją twarz o szóstej rano. Jakby mówił "nie wiem czy wiesz, ale jest rano i cię kocham". Miłe. Ale tego już nie będzie. Przeminęło.
Wszystko przemija. Czas, ukochane zwierzęta, nawet ludzie. Pamiętam mój pierwszy dzień w technikum. A właściwie to niewiele byłem w gmachu tej szkoły, bo to było tylko rozpoczęcie roku szkolnego. Pierwszy wrzesień. Po tym pojechałem do mojej siostry. Nie pamiętam nawet co wtedy robiłem, ale ktoś - chyba mama - zadzwonił do mojej siostry. "Agnieszka nie żyje, zabiła się". Moje serce jakby się zatrzymało. Patrzyłem tępym wzrokiem w moją siostrę. Gdy łzy zaczęły napływać do oczu to rzuciłem okiem na monitor. Powstrzymałem potok. Nie wiem czemu. Chciałem udowodnić, że jestem silny? Głupota.
Dlaczego ona to zrobiła? O co tu chodzi? Niedługo później pojechałem do domu, żeby dowiedzieć się więcej. Agnieszka, koleżanka i właściwie sąsiadka. Znałem ją od... nie wiem ilu, teraz nie pamiętam, ale na pewno od podstawówki, tego jestem pewny. Parę lat na pewno. Gdy udało mi się wrócić do domu to usłyszałem pełniejszy opis sytuacji. Nie zabiła się pierwszego września tylko dzień wcześniej. Około godziny dwudziestej drugiej. Powiesiła się na smyczy na osiedlowym trzepaku.
Co ciekawe. Przed dwudziestą drugą widziałem ją z psem. Szedłem z ojcem i naszym psem. Spotkaliśmy ją. Ona była ze swoim haskim. Ona poszła wtedy do w kierunku bloku. Naszego bloku, bo właściwie dzieliła nas tylko ściana; mieszkała obok ze swoim (dość dziwnym) ojcem. Ja z moim tatą poszliśmy dalej. Nie odezwała się do nas. Nie rozumiem. Dlaczego ona to zrobiła? Impuls? Możliwe, sam miałem wiele razy impuls z zamysłem targnięcia się na swoje życie.
Nie wiem... czy chciałbym wiedzieć? Nie mam pojęcia. Lepiej niektórych rzeczy nie wiedzieć, prawda? Mógł to być nawet durny impuls, który mógł być nawet przeze mnie i ojca spowodowany. Nie wiem jak bym wtedy mógł żyć z taką świadomością. Wiem tyle, że jak pojawia się taki impuls, to człowiek nie myśli o przyszłości... nie myśli o niczym. Tylko o tym, żeby wyzwolić się ze szponów tego świata. Ale dokąd?
To jest pytanie, które nurtuje ludzkość od czasów najdawniejszych. Parę postów niżej dałem mój tekst dotyczący wizji dokąd idą ludzie - samobójcy - po targnięciu się na swoje życie. Dlaczego tak rozkopuję ten temat? Może dlatego, że nie mogę spać? Więc zatoczyłem koło....
Nie mogę spać, bo za dużo myślę? Bo mam gorączkę i źle się czuję? Bzdura... ale prawdziwa. Powinienem spać, ale nie mogę. Gdzie tu sens, a gdzie logika? Od prawie trzech godzin nie mogę zasnąć. No cóż. Niedługo będzie świt. Nie będę zdrowszy. Nie będę lepszy. Będę tylko niewyspany.
Wnioski. Jeżeli ma się bezsenność to jest duże prawdopodobieństwo popadnięcia w depresję. Dowodem jest wyżej napisany tekst, w którym chciałem umieścić tor myślenia w nocy. Jeszcze parę wątków znalazłbym, żeby zanudzić te osoby, które jeszcze tutaj wchodzą i czytają moje wypociny, ale wstrzymam się od tego. Dobrej nocy.... chociaż nie, już jest dzień, no nie? Piąta... zaraz będzie szósta? Zasnę? Wątpię... może przeczytam książkę, o ile będę mógł się skupić. Ostatnio mam z tym problem, byle by do matury (próbnej, która mam za parę dni) mi przeszło.
czwartek, 21 listopada 2013
piątek, 8 listopada 2013
Syndrom Listopada....
"Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków"
"Listopad"
"Sto Tysięcy Jednakowych Miast"
"Leszek Żukowski"
Któryś z tych tytułów jest znajomy? A może rozbrzmiewa właśnie w tym momencie w Twoich głośnikach...?
Tak więc przyszedł międzypolski czas określany mianem Jesiennej Depresji. Od jakiegoś czasu zagłębiam się w te myśli (depresyjne - zawsze, ale tym razem chodzi mi o pojęcie Jesiennej Depresji) i doszedłem do wniosku, że Polska to jest kraj, w którym żyją ludzie zmęczeni swoim życiem, ludzie tragedii, najsmutniejszy i najbardziej demotywujący się lud żyje w tym kraju. To jest coś niewiarygodnego, wystarczy spojrzeć na historię naszej ojczyzny... przeczytać i zobaczyć ile krwi przelali nasi przodkowie... Już się pojawiają myśli depresyjne? Nie? To próbujemy dalej...
Historia najnowsza, po drugiej wojnie światowej, podczas której Polacy walczyli o lepsze, nowe jutro, walczyli i ginęli, żeby ich synowie i wnuki żyli godnie. I co? Wyszło jak zwykle. Po wojnie - komunizm. Synowie bohaterów Polskich z czasów II WŚ żyli w komunistycznym państwie, nie mieli prawa do własności niczego, żyli w kraju rządzonym przez ZSRR. Z deszczu pod rynnę. Ale przyszły lata siedemdziesiąte. Pierwsze bunty. Grudzień '70. Później lata osiemdziesiąte. Komunizm odszedł, co prawda kosztem naszej gospodarki i ludu pracującego. Co prawda za czasów komunizmu każdy miał pracę, ale wykonywał ją nieważne czy coś dawała czy nie. Swoją drogą robotnicy zaczęli się buntować. Polska nie przynosiła dochodów. Inne kraje podjudzały naszą ojczyznę, żeby się buntowała Związkowi Radzieckiemu. Co się okazało? Że Polska ma ogromne straty, jest zapożyczona od większości krajów w dzisiejszej Unii Europejskiej. Przechodząc do skutków tego w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z długiem krajowym, który, żeby spłacić każdy z obywateli musiałby dać po ponad 20 tysięcy złotych do naszego kochanego Rządu. Piękna wizja.
Oddałbyś?
Ja też nie.
Masowe sprzedaże naszych Stoczni i innych przynoszących korzyści miejsc pracy. Po co nam coś co przynosi zyski na dłuższą metę? Lepiej sprzedać coś i załatać na chwilę dziurę w budżecie. Nadal nie złapałeś Jesiennej Depresji? To zmieńmy temat!
Pogoda. Czyżby pogoda zapowiadała się, że będzie ciepło? O nie, będzie zimno, ciemno, może nawet wesoły, wredny i przebiegły deszcz z piekła rodem będzie padać z nieba. Swoją drogą w piekle musi być zimno, bo jest znacznie gorsze niż upał... chociaż to jest pojęcie względne. Możliwe, że są dwa piekła, jedno po z rzeką Styks, która płonie żywym ogniem, a drugie to odpowiednik Antarktydy czy innej wiecznej zmarzliny.
Kraj i pogoda omówione. A w domu wszystko w porządku? Rodzice się nie kłócą? A może są po rozwodzie? Spójrz na swoje życie. Masz dobry kontakt ze swoimi znajomymi? Ze wszystkimi? A może ktoś teraz cierpi, bo umarł ktoś mu bliski. A może jesteś na tyle wredny, że wyżywasz się emocjonalnie na "nic nie wartej osobie"? Nigdy się nie wyżywałeś na nikim? Na pewno? Twój rachunek sumienia i tak Cię kiedyś dopadnie. Ja nie osądzam, bo to nie jest mi dane, jedyną osobą, która Cię będzie osądzać to jesteś Ty... no chyba, że wierzysz w Siłę Wyższą. Jak wierzysz, to nie mam nic przeciwko religiom, jestem przeciwny fanatykom religijnym, którzy uszkadzają swoje dzieci sposobem wychowania.
Na pewno miałeś w klasie w szkole podstawowej, gimnazjum czy też szkole średniej osobę, która zawsze była na uboczu. Nie wychylała się. Była "szara". Takie osoby bardzo szybko stawały się ofiarami "niewinnych" żartów. Przykład może nie na miejscu, ale polecam przeczytać książkę Carrie, która opowiada historię, może nieco... bardzo mocno zabarwioną kolorem czerwonym, ale od strony takiej właśnie osoby. Nigdy nie dokuczałeś takiej osobie?
Wzięła Cię Jesienna Depresja? Syndrom Listopada?
Chłodne myśli przechodzą po głowie
Słyszysz deszcz za oknem, czujesz ranę
Serce Ci nieregularnie drży, jesteś w rowie
Czujesz jak nastrój Ci opada, obniża się
Wiara odchodzi, przemyka się i ucieka
Lęk nadchodzi, ciemność jedno pytanie... gdzie?
Zamyka się napięta i bezsenna powieka
Chłód przeszywa Twoje zdruzgotane ciało
Przykrywasz się kołdrą w nadziei na zbawienie
Wiesz, że wstawać Ci się nie będzie chciało
Chcesz jedynie leżeć ukryty, zapuścić korzenie
Słyszysz szmer, na zewnątrz, w głowie...?
Nie ocaleje Cię żadna siła, szepty i kłamstwa
Nie wierzysz w żadne z nich, co się stało Tobie?
Dlaczego uważasz, że Ci się uda? Wyjedziesz z tego państwa?
Przykro się robi, oczy się powoli pocą
Czujesz chłód, uważaj, diabeł czai się nocą
Listopad wszedł do Twego serca na stałe
Nie obronisz się przed nim, ja nie przetrwałem....
"Listopad"
"Sto Tysięcy Jednakowych Miast"
"Leszek Żukowski"
Któryś z tych tytułów jest znajomy? A może rozbrzmiewa właśnie w tym momencie w Twoich głośnikach...?
Tak więc przyszedł międzypolski czas określany mianem Jesiennej Depresji. Od jakiegoś czasu zagłębiam się w te myśli (depresyjne - zawsze, ale tym razem chodzi mi o pojęcie Jesiennej Depresji) i doszedłem do wniosku, że Polska to jest kraj, w którym żyją ludzie zmęczeni swoim życiem, ludzie tragedii, najsmutniejszy i najbardziej demotywujący się lud żyje w tym kraju. To jest coś niewiarygodnego, wystarczy spojrzeć na historię naszej ojczyzny... przeczytać i zobaczyć ile krwi przelali nasi przodkowie... Już się pojawiają myśli depresyjne? Nie? To próbujemy dalej...
Historia najnowsza, po drugiej wojnie światowej, podczas której Polacy walczyli o lepsze, nowe jutro, walczyli i ginęli, żeby ich synowie i wnuki żyli godnie. I co? Wyszło jak zwykle. Po wojnie - komunizm. Synowie bohaterów Polskich z czasów II WŚ żyli w komunistycznym państwie, nie mieli prawa do własności niczego, żyli w kraju rządzonym przez ZSRR. Z deszczu pod rynnę. Ale przyszły lata siedemdziesiąte. Pierwsze bunty. Grudzień '70. Później lata osiemdziesiąte. Komunizm odszedł, co prawda kosztem naszej gospodarki i ludu pracującego. Co prawda za czasów komunizmu każdy miał pracę, ale wykonywał ją nieważne czy coś dawała czy nie. Swoją drogą robotnicy zaczęli się buntować. Polska nie przynosiła dochodów. Inne kraje podjudzały naszą ojczyznę, żeby się buntowała Związkowi Radzieckiemu. Co się okazało? Że Polska ma ogromne straty, jest zapożyczona od większości krajów w dzisiejszej Unii Europejskiej. Przechodząc do skutków tego w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z długiem krajowym, który, żeby spłacić każdy z obywateli musiałby dać po ponad 20 tysięcy złotych do naszego kochanego Rządu. Piękna wizja.
Oddałbyś?
Ja też nie.
Masowe sprzedaże naszych Stoczni i innych przynoszących korzyści miejsc pracy. Po co nam coś co przynosi zyski na dłuższą metę? Lepiej sprzedać coś i załatać na chwilę dziurę w budżecie. Nadal nie złapałeś Jesiennej Depresji? To zmieńmy temat!
Pogoda. Czyżby pogoda zapowiadała się, że będzie ciepło? O nie, będzie zimno, ciemno, może nawet wesoły, wredny i przebiegły deszcz z piekła rodem będzie padać z nieba. Swoją drogą w piekle musi być zimno, bo jest znacznie gorsze niż upał... chociaż to jest pojęcie względne. Możliwe, że są dwa piekła, jedno po z rzeką Styks, która płonie żywym ogniem, a drugie to odpowiednik Antarktydy czy innej wiecznej zmarzliny.
Kraj i pogoda omówione. A w domu wszystko w porządku? Rodzice się nie kłócą? A może są po rozwodzie? Spójrz na swoje życie. Masz dobry kontakt ze swoimi znajomymi? Ze wszystkimi? A może ktoś teraz cierpi, bo umarł ktoś mu bliski. A może jesteś na tyle wredny, że wyżywasz się emocjonalnie na "nic nie wartej osobie"? Nigdy się nie wyżywałeś na nikim? Na pewno? Twój rachunek sumienia i tak Cię kiedyś dopadnie. Ja nie osądzam, bo to nie jest mi dane, jedyną osobą, która Cię będzie osądzać to jesteś Ty... no chyba, że wierzysz w Siłę Wyższą. Jak wierzysz, to nie mam nic przeciwko religiom, jestem przeciwny fanatykom religijnym, którzy uszkadzają swoje dzieci sposobem wychowania.
Na pewno miałeś w klasie w szkole podstawowej, gimnazjum czy też szkole średniej osobę, która zawsze była na uboczu. Nie wychylała się. Była "szara". Takie osoby bardzo szybko stawały się ofiarami "niewinnych" żartów. Przykład może nie na miejscu, ale polecam przeczytać książkę Carrie, która opowiada historię, może nieco... bardzo mocno zabarwioną kolorem czerwonym, ale od strony takiej właśnie osoby. Nigdy nie dokuczałeś takiej osobie?
Wzięła Cię Jesienna Depresja? Syndrom Listopada?
"Syndrom L."
Leżąc na boku oglądasz sufit i ścianęChłodne myśli przechodzą po głowie
Słyszysz deszcz za oknem, czujesz ranę
Serce Ci nieregularnie drży, jesteś w rowie
Czujesz jak nastrój Ci opada, obniża się
Wiara odchodzi, przemyka się i ucieka
Lęk nadchodzi, ciemność jedno pytanie... gdzie?
Zamyka się napięta i bezsenna powieka
Chłód przeszywa Twoje zdruzgotane ciało
Przykrywasz się kołdrą w nadziei na zbawienie
Wiesz, że wstawać Ci się nie będzie chciało
Chcesz jedynie leżeć ukryty, zapuścić korzenie
Słyszysz szmer, na zewnątrz, w głowie...?
Nie ocaleje Cię żadna siła, szepty i kłamstwa
Nie wierzysz w żadne z nich, co się stało Tobie?
Dlaczego uważasz, że Ci się uda? Wyjedziesz z tego państwa?
Przykro się robi, oczy się powoli pocą
Czujesz chłód, uważaj, diabeł czai się nocą
Listopad wszedł do Twego serca na stałe
Nie obronisz się przed nim, ja nie przetrwałem....
Subskrybuj:
Posty (Atom)