Od ponad godziny siedzę lub leżę. Analizuję moje poczynania, wpatruję się w białe ściany i sufit. Patrzę się na syf, który jest na moim biurku. Wsłuchuję się w dźwięki pianina i skrzypiec, które rozbrzmiewają po cichu w moim pokoju próbując mnie uśpić. Ale nie, coś tutaj nie działa jak powinno.
Chociaż sen przyszedł początkowo dość szybko, to był jakiś marny podstęp. Po paru godzinach przebudziłem się ze świadomością, że trzeba wstać. Z paniką otworzyłem oczy i wstałem. Szukałem telefonu. Parę nieodebranych połączeń... godzina 2.51. Co jest, do cholery?
Później wydmuchałem nos, w którym roiło się od smarków. Lepiej, ale tylko na chwilę. Teraz spróbuj zasnąć - powiedziałem do siebie. Położyłem się z powrotem. Ale to nic nie dało. Gdy zamykałem powieki czułem jakby pod nimi był piasek, który drażnił gałki oczne i ocierał się o nie. Każde zamknięcie powiek było skwitowane bólem. Do tego jakby w czaszce toczyła się wojna. Ogień palił w zatokach i głębi mózgu.
Dlaczego organizm sobie wybrał akurat ten czas na toczenie bezsensownej wojny sam ze sobą? Leżałem. Rozmyślałem, bo co mi innego zostało? W końcu ruszyłem się do drugiego pokoju. No tak, jestem sam. Nie mam co liczyć na jakąkolwiek pomoc w środku nocy. Nie dzwonię, nie mówię, bo każdy, do kogo bym się nie odezwał oddelegowałby mnie z wyrazami szczerej niewdzięczności.
Stoję jak kołek w większym pokoju. Chłód. Źródłem tego chłodu był niedomknięty balkon. Jedno pytanie - czemu? Ale nie znalazłem odpowiedzi. Poszedłem i zamknąłem go. Następnie bez celu chodziłem to w tą, to we w tą. Ogień palił w głowie. Czemu tak bezsensownie chodzę?
Udałem się do łóżka - ponownie. Znowu nie udało mi się zasnąć. Już jest po trzeciej... Zaraz będzie czwarta. Czemu tak liczę czas? On mi jest niepotrzebny. Przeminie i zabierze ze sobą cząstkę mnie... no i przy okazji cząstkę siedmiu miliardów ludzi.
Mam ochotę pocieszyć pewną osobę. Ale żadne słowa nie przychodzą mi do głowy. Strata ukochanego zwierzaka jest ponadczasowa. Na co dzień niezauważalny element, który zazwyczaj chodzi i miauczy w pewnym momencie znika. Element, który wpisał się w życie codzienne nagle znika. Przerażający fakt. Ciężko się pogodzić z takim wyrokiem od strony losu. Ciężko pocieszyć taką osobę, bo nie wie się jakich słów dobrać, żeby nie zranić.
Kiedyś też miałem kota, pięknego, czarnego. A raczej kotkę. Zawsze gdy ktoś wracał do domu to stała przy drzwiach, jak pies. Zresztą wychowywała się wraz z psem. Co prawda nie pamiętam owego psa, bo miałem rok albo dwa gdy został uśpiony, ale kota pamiętam dobrze. Przyszedł na świat parę miesięcy przede mną, odeszła, a raczej została otruta przez miłych sąsiadów szesnaście lat później. Teraz zostało kilka zdjęć... choć przyznam, że przez długi czas czułem obecność tego zwierzaka. Nieraz kładła się za monitor i mruczała lub ciężko oddychała. Gdy odeszła to zostało w mojej podświadomości i nieraz to słyszałem. Czasami zdawałem sobie z tego sprawę, ale wtedy to nie miało wielkiego znaczenia... chyba.
Nawiązując do strat, to chyba muszę zaznaczyć jeszcze niedawną stratę psa... którego bardzo mocno kochałem. Ami... do dziś jakoś łatwo mi to nie przychodzi. Piękna psina, owczarek. Jasna sierść. Zawsze dokoła siebie robił raban, gdy on był było głośno, łasił się do każdego kogo znał. Swoimi wielkimi bursztynowymi oczyma patrzył i czekał nieraz na reakcję. Zazwyczaj potrafił budzić liżąc moją twarz o szóstej rano. Jakby mówił "nie wiem czy wiesz, ale jest rano i cię kocham". Miłe. Ale tego już nie będzie. Przeminęło.
Wszystko przemija. Czas, ukochane zwierzęta, nawet ludzie. Pamiętam mój pierwszy dzień w technikum. A właściwie to niewiele byłem w gmachu tej szkoły, bo to było tylko rozpoczęcie roku szkolnego. Pierwszy wrzesień. Po tym pojechałem do mojej siostry. Nie pamiętam nawet co wtedy robiłem, ale ktoś - chyba mama - zadzwonił do mojej siostry. "Agnieszka nie żyje, zabiła się". Moje serce jakby się zatrzymało. Patrzyłem tępym wzrokiem w moją siostrę. Gdy łzy zaczęły napływać do oczu to rzuciłem okiem na monitor. Powstrzymałem potok. Nie wiem czemu. Chciałem udowodnić, że jestem silny? Głupota.
Dlaczego ona to zrobiła? O co tu chodzi? Niedługo później pojechałem do domu, żeby dowiedzieć się więcej. Agnieszka, koleżanka i właściwie sąsiadka. Znałem ją od... nie wiem ilu, teraz nie pamiętam, ale na pewno od podstawówki, tego jestem pewny. Parę lat na pewno. Gdy udało mi się wrócić do domu to usłyszałem pełniejszy opis sytuacji. Nie zabiła się pierwszego września tylko dzień wcześniej. Około godziny dwudziestej drugiej. Powiesiła się na smyczy na osiedlowym trzepaku.
Co ciekawe. Przed dwudziestą drugą widziałem ją z psem. Szedłem z ojcem i naszym psem. Spotkaliśmy ją. Ona była ze swoim haskim. Ona poszła wtedy do w kierunku bloku. Naszego bloku, bo właściwie dzieliła nas tylko ściana; mieszkała obok ze swoim (dość dziwnym) ojcem. Ja z moim tatą poszliśmy dalej. Nie odezwała się do nas. Nie rozumiem. Dlaczego ona to zrobiła? Impuls? Możliwe, sam miałem wiele razy impuls z zamysłem targnięcia się na swoje życie.
Nie wiem... czy chciałbym wiedzieć? Nie mam pojęcia. Lepiej niektórych rzeczy nie wiedzieć, prawda? Mógł to być nawet durny impuls, który mógł być nawet przeze mnie i ojca spowodowany. Nie wiem jak bym wtedy mógł żyć z taką świadomością. Wiem tyle, że jak pojawia się taki impuls, to człowiek nie myśli o przyszłości... nie myśli o niczym. Tylko o tym, żeby wyzwolić się ze szponów tego świata. Ale dokąd?
To jest pytanie, które nurtuje ludzkość od czasów najdawniejszych. Parę postów niżej dałem mój tekst dotyczący wizji dokąd idą ludzie - samobójcy - po targnięciu się na swoje życie. Dlaczego tak rozkopuję ten temat? Może dlatego, że nie mogę spać? Więc zatoczyłem koło....
Nie mogę spać, bo za dużo myślę? Bo mam gorączkę i źle się czuję? Bzdura... ale prawdziwa. Powinienem spać, ale nie mogę. Gdzie tu sens, a gdzie logika? Od prawie trzech godzin nie mogę zasnąć. No cóż. Niedługo będzie świt. Nie będę zdrowszy. Nie będę lepszy. Będę tylko niewyspany.
Wnioski. Jeżeli ma się bezsenność to jest duże prawdopodobieństwo popadnięcia w depresję. Dowodem jest wyżej napisany tekst, w którym chciałem umieścić tor myślenia w nocy. Jeszcze parę wątków znalazłbym, żeby zanudzić te osoby, które jeszcze tutaj wchodzą i czytają moje wypociny, ale wstrzymam się od tego. Dobrej nocy.... chociaż nie, już jest dzień, no nie? Piąta... zaraz będzie szósta? Zasnę? Wątpię... może przeczytam książkę, o ile będę mógł się skupić. Ostatnio mam z tym problem, byle by do matury (próbnej, która mam za parę dni) mi przeszło.
czwartek, 21 listopada 2013
piątek, 8 listopada 2013
Syndrom Listopada....
"Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków"
"Listopad"
"Sto Tysięcy Jednakowych Miast"
"Leszek Żukowski"
Któryś z tych tytułów jest znajomy? A może rozbrzmiewa właśnie w tym momencie w Twoich głośnikach...?
Tak więc przyszedł międzypolski czas określany mianem Jesiennej Depresji. Od jakiegoś czasu zagłębiam się w te myśli (depresyjne - zawsze, ale tym razem chodzi mi o pojęcie Jesiennej Depresji) i doszedłem do wniosku, że Polska to jest kraj, w którym żyją ludzie zmęczeni swoim życiem, ludzie tragedii, najsmutniejszy i najbardziej demotywujący się lud żyje w tym kraju. To jest coś niewiarygodnego, wystarczy spojrzeć na historię naszej ojczyzny... przeczytać i zobaczyć ile krwi przelali nasi przodkowie... Już się pojawiają myśli depresyjne? Nie? To próbujemy dalej...
Historia najnowsza, po drugiej wojnie światowej, podczas której Polacy walczyli o lepsze, nowe jutro, walczyli i ginęli, żeby ich synowie i wnuki żyli godnie. I co? Wyszło jak zwykle. Po wojnie - komunizm. Synowie bohaterów Polskich z czasów II WŚ żyli w komunistycznym państwie, nie mieli prawa do własności niczego, żyli w kraju rządzonym przez ZSRR. Z deszczu pod rynnę. Ale przyszły lata siedemdziesiąte. Pierwsze bunty. Grudzień '70. Później lata osiemdziesiąte. Komunizm odszedł, co prawda kosztem naszej gospodarki i ludu pracującego. Co prawda za czasów komunizmu każdy miał pracę, ale wykonywał ją nieważne czy coś dawała czy nie. Swoją drogą robotnicy zaczęli się buntować. Polska nie przynosiła dochodów. Inne kraje podjudzały naszą ojczyznę, żeby się buntowała Związkowi Radzieckiemu. Co się okazało? Że Polska ma ogromne straty, jest zapożyczona od większości krajów w dzisiejszej Unii Europejskiej. Przechodząc do skutków tego w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z długiem krajowym, który, żeby spłacić każdy z obywateli musiałby dać po ponad 20 tysięcy złotych do naszego kochanego Rządu. Piękna wizja.
Oddałbyś?
Ja też nie.
Masowe sprzedaże naszych Stoczni i innych przynoszących korzyści miejsc pracy. Po co nam coś co przynosi zyski na dłuższą metę? Lepiej sprzedać coś i załatać na chwilę dziurę w budżecie. Nadal nie złapałeś Jesiennej Depresji? To zmieńmy temat!
Pogoda. Czyżby pogoda zapowiadała się, że będzie ciepło? O nie, będzie zimno, ciemno, może nawet wesoły, wredny i przebiegły deszcz z piekła rodem będzie padać z nieba. Swoją drogą w piekle musi być zimno, bo jest znacznie gorsze niż upał... chociaż to jest pojęcie względne. Możliwe, że są dwa piekła, jedno po z rzeką Styks, która płonie żywym ogniem, a drugie to odpowiednik Antarktydy czy innej wiecznej zmarzliny.
Kraj i pogoda omówione. A w domu wszystko w porządku? Rodzice się nie kłócą? A może są po rozwodzie? Spójrz na swoje życie. Masz dobry kontakt ze swoimi znajomymi? Ze wszystkimi? A może ktoś teraz cierpi, bo umarł ktoś mu bliski. A może jesteś na tyle wredny, że wyżywasz się emocjonalnie na "nic nie wartej osobie"? Nigdy się nie wyżywałeś na nikim? Na pewno? Twój rachunek sumienia i tak Cię kiedyś dopadnie. Ja nie osądzam, bo to nie jest mi dane, jedyną osobą, która Cię będzie osądzać to jesteś Ty... no chyba, że wierzysz w Siłę Wyższą. Jak wierzysz, to nie mam nic przeciwko religiom, jestem przeciwny fanatykom religijnym, którzy uszkadzają swoje dzieci sposobem wychowania.
Na pewno miałeś w klasie w szkole podstawowej, gimnazjum czy też szkole średniej osobę, która zawsze była na uboczu. Nie wychylała się. Była "szara". Takie osoby bardzo szybko stawały się ofiarami "niewinnych" żartów. Przykład może nie na miejscu, ale polecam przeczytać książkę Carrie, która opowiada historię, może nieco... bardzo mocno zabarwioną kolorem czerwonym, ale od strony takiej właśnie osoby. Nigdy nie dokuczałeś takiej osobie?
Wzięła Cię Jesienna Depresja? Syndrom Listopada?
Chłodne myśli przechodzą po głowie
Słyszysz deszcz za oknem, czujesz ranę
Serce Ci nieregularnie drży, jesteś w rowie
Czujesz jak nastrój Ci opada, obniża się
Wiara odchodzi, przemyka się i ucieka
Lęk nadchodzi, ciemność jedno pytanie... gdzie?
Zamyka się napięta i bezsenna powieka
Chłód przeszywa Twoje zdruzgotane ciało
Przykrywasz się kołdrą w nadziei na zbawienie
Wiesz, że wstawać Ci się nie będzie chciało
Chcesz jedynie leżeć ukryty, zapuścić korzenie
Słyszysz szmer, na zewnątrz, w głowie...?
Nie ocaleje Cię żadna siła, szepty i kłamstwa
Nie wierzysz w żadne z nich, co się stało Tobie?
Dlaczego uważasz, że Ci się uda? Wyjedziesz z tego państwa?
Przykro się robi, oczy się powoli pocą
Czujesz chłód, uważaj, diabeł czai się nocą
Listopad wszedł do Twego serca na stałe
Nie obronisz się przed nim, ja nie przetrwałem....
"Listopad"
"Sto Tysięcy Jednakowych Miast"
"Leszek Żukowski"
Któryś z tych tytułów jest znajomy? A może rozbrzmiewa właśnie w tym momencie w Twoich głośnikach...?
Tak więc przyszedł międzypolski czas określany mianem Jesiennej Depresji. Od jakiegoś czasu zagłębiam się w te myśli (depresyjne - zawsze, ale tym razem chodzi mi o pojęcie Jesiennej Depresji) i doszedłem do wniosku, że Polska to jest kraj, w którym żyją ludzie zmęczeni swoim życiem, ludzie tragedii, najsmutniejszy i najbardziej demotywujący się lud żyje w tym kraju. To jest coś niewiarygodnego, wystarczy spojrzeć na historię naszej ojczyzny... przeczytać i zobaczyć ile krwi przelali nasi przodkowie... Już się pojawiają myśli depresyjne? Nie? To próbujemy dalej...
Historia najnowsza, po drugiej wojnie światowej, podczas której Polacy walczyli o lepsze, nowe jutro, walczyli i ginęli, żeby ich synowie i wnuki żyli godnie. I co? Wyszło jak zwykle. Po wojnie - komunizm. Synowie bohaterów Polskich z czasów II WŚ żyli w komunistycznym państwie, nie mieli prawa do własności niczego, żyli w kraju rządzonym przez ZSRR. Z deszczu pod rynnę. Ale przyszły lata siedemdziesiąte. Pierwsze bunty. Grudzień '70. Później lata osiemdziesiąte. Komunizm odszedł, co prawda kosztem naszej gospodarki i ludu pracującego. Co prawda za czasów komunizmu każdy miał pracę, ale wykonywał ją nieważne czy coś dawała czy nie. Swoją drogą robotnicy zaczęli się buntować. Polska nie przynosiła dochodów. Inne kraje podjudzały naszą ojczyznę, żeby się buntowała Związkowi Radzieckiemu. Co się okazało? Że Polska ma ogromne straty, jest zapożyczona od większości krajów w dzisiejszej Unii Europejskiej. Przechodząc do skutków tego w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z długiem krajowym, który, żeby spłacić każdy z obywateli musiałby dać po ponad 20 tysięcy złotych do naszego kochanego Rządu. Piękna wizja.
Oddałbyś?
Ja też nie.
Masowe sprzedaże naszych Stoczni i innych przynoszących korzyści miejsc pracy. Po co nam coś co przynosi zyski na dłuższą metę? Lepiej sprzedać coś i załatać na chwilę dziurę w budżecie. Nadal nie złapałeś Jesiennej Depresji? To zmieńmy temat!
Pogoda. Czyżby pogoda zapowiadała się, że będzie ciepło? O nie, będzie zimno, ciemno, może nawet wesoły, wredny i przebiegły deszcz z piekła rodem będzie padać z nieba. Swoją drogą w piekle musi być zimno, bo jest znacznie gorsze niż upał... chociaż to jest pojęcie względne. Możliwe, że są dwa piekła, jedno po z rzeką Styks, która płonie żywym ogniem, a drugie to odpowiednik Antarktydy czy innej wiecznej zmarzliny.
Kraj i pogoda omówione. A w domu wszystko w porządku? Rodzice się nie kłócą? A może są po rozwodzie? Spójrz na swoje życie. Masz dobry kontakt ze swoimi znajomymi? Ze wszystkimi? A może ktoś teraz cierpi, bo umarł ktoś mu bliski. A może jesteś na tyle wredny, że wyżywasz się emocjonalnie na "nic nie wartej osobie"? Nigdy się nie wyżywałeś na nikim? Na pewno? Twój rachunek sumienia i tak Cię kiedyś dopadnie. Ja nie osądzam, bo to nie jest mi dane, jedyną osobą, która Cię będzie osądzać to jesteś Ty... no chyba, że wierzysz w Siłę Wyższą. Jak wierzysz, to nie mam nic przeciwko religiom, jestem przeciwny fanatykom religijnym, którzy uszkadzają swoje dzieci sposobem wychowania.
Na pewno miałeś w klasie w szkole podstawowej, gimnazjum czy też szkole średniej osobę, która zawsze była na uboczu. Nie wychylała się. Była "szara". Takie osoby bardzo szybko stawały się ofiarami "niewinnych" żartów. Przykład może nie na miejscu, ale polecam przeczytać książkę Carrie, która opowiada historię, może nieco... bardzo mocno zabarwioną kolorem czerwonym, ale od strony takiej właśnie osoby. Nigdy nie dokuczałeś takiej osobie?
Wzięła Cię Jesienna Depresja? Syndrom Listopada?
"Syndrom L."
Leżąc na boku oglądasz sufit i ścianęChłodne myśli przechodzą po głowie
Słyszysz deszcz za oknem, czujesz ranę
Serce Ci nieregularnie drży, jesteś w rowie
Czujesz jak nastrój Ci opada, obniża się
Wiara odchodzi, przemyka się i ucieka
Lęk nadchodzi, ciemność jedno pytanie... gdzie?
Zamyka się napięta i bezsenna powieka
Chłód przeszywa Twoje zdruzgotane ciało
Przykrywasz się kołdrą w nadziei na zbawienie
Wiesz, że wstawać Ci się nie będzie chciało
Chcesz jedynie leżeć ukryty, zapuścić korzenie
Słyszysz szmer, na zewnątrz, w głowie...?
Nie ocaleje Cię żadna siła, szepty i kłamstwa
Nie wierzysz w żadne z nich, co się stało Tobie?
Dlaczego uważasz, że Ci się uda? Wyjedziesz z tego państwa?
Przykro się robi, oczy się powoli pocą
Czujesz chłód, uważaj, diabeł czai się nocą
Listopad wszedł do Twego serca na stałe
Nie obronisz się przed nim, ja nie przetrwałem....
niedziela, 20 października 2013
0Rh+ BRh-
Czyli krew. Już od dawna chciałem nawiązać do tego tematu. Piękno jakie prezentują te życiodajne krople, które przemieszczają się zasilając komorę, a właściwie cztery komory, które pracują przez całe Twoje życie. Zasilają również inny organ, który również pracuje przez całe życie dając Ci równowagę i niestabilność emocjonalną, oraz coś za co cenię go najbardziej czyli wyobraźnię. A także inne dość ważne organy, na przykład jelito grube.
Chociaż wiem, że nie opiszę jej tak jak to zrobił mój osobisty Liryczny Jezus (Rogucki), ale mogę próbować.
Jestem ciekaw czy kogoś interesowało co zawierają krwinki, w jakim celu są stworzone leukocyty i w ogóle jak ona natlenia cały organizm. Pewnie niewiele osób to interesowało. Chociaż przyznam, że w szkole to jest podane w takiej formie "Żryj, bo inaczej ....", a moim zdaniem powinno być "Interesujesz się biologią? Zapisz się na zajęcia, aby dowiedzieć się czegoś o swoim ciele i nie tylko". Czas gdy w szkole ważniejsze od wiedzy stały się oceny. No cóż. Ale znów odbiegam od tematu.
Nieraz pewnie ktoś się skaleczył, może i nawet nie zawsze przez przypadek. Widok krwi jest każdemu znany. Czerwona wolno płynąca ciecz. W niektórych częściach ciała jaśniejsza, w innych ciemniejsza. Ale w barwie czerwonej. Istnieją różni ludzie, a posiadają oni różne czynniki Rh, osobiście moje ciało jest wybredne i nie przyjmie ARh. Moje krwinki będą uważać to za intruza, ciało obce, zacznie je zwalczać. Organizm to jest niesamowita rzecz. W tej chwili nie ma takich komputerów jaki mógłby odzwierciedlić organizm człowieka. Zaczynając od inteligencji, kończąc na układzie krwionośnym. Ba, nawet jaki komputer wytrzyma 80 lat? Po paru latach komputery potrzebują "transplantacji", a człowiek nie każdy potrzebuje transplantacji, żeby przeżyć 80 lat.
Ale nie gwarantuję, że będzie inteligentny i w stanie poruszyć technikę i technologię, czy też chociażby serca czytelnika. Sam nigdy taki nie będę. Na pewno nie w tym ciele.
Nie zasili już żadnego układu, zginie
Chociaż jeszcze drobnoustroje w niej płyną
To proces życia jej już powoli przeminął
W układzie jak w mieście, czerwonych jest wiele
Płyną, spieszą, bo zadanie ważne mają, nie maleje
potrzeba ich produkcji, która zaczyna się i kończy
W rurkach, w których Twoje życie wciąż krąży
Białe i czerwone, niczym flaga naszej ojczyzny
Chronią i zasilają, żyją i umierają, zaznając obczyzny
Choć ta kropla co Ci spływa, życia nie doda
Nie wiem, czy Ci jej ani trochę nie jest szkoda?
Chociaż wiem, że nie opiszę jej tak jak to zrobił mój osobisty Liryczny Jezus (Rogucki), ale mogę próbować.
Jestem ciekaw czy kogoś interesowało co zawierają krwinki, w jakim celu są stworzone leukocyty i w ogóle jak ona natlenia cały organizm. Pewnie niewiele osób to interesowało. Chociaż przyznam, że w szkole to jest podane w takiej formie "Żryj, bo inaczej ....", a moim zdaniem powinno być "Interesujesz się biologią? Zapisz się na zajęcia, aby dowiedzieć się czegoś o swoim ciele i nie tylko". Czas gdy w szkole ważniejsze od wiedzy stały się oceny. No cóż. Ale znów odbiegam od tematu.
Nieraz pewnie ktoś się skaleczył, może i nawet nie zawsze przez przypadek. Widok krwi jest każdemu znany. Czerwona wolno płynąca ciecz. W niektórych częściach ciała jaśniejsza, w innych ciemniejsza. Ale w barwie czerwonej. Istnieją różni ludzie, a posiadają oni różne czynniki Rh, osobiście moje ciało jest wybredne i nie przyjmie ARh. Moje krwinki będą uważać to za intruza, ciało obce, zacznie je zwalczać. Organizm to jest niesamowita rzecz. W tej chwili nie ma takich komputerów jaki mógłby odzwierciedlić organizm człowieka. Zaczynając od inteligencji, kończąc na układzie krwionośnym. Ba, nawet jaki komputer wytrzyma 80 lat? Po paru latach komputery potrzebują "transplantacji", a człowiek nie każdy potrzebuje transplantacji, żeby przeżyć 80 lat.
Ale nie gwarantuję, że będzie inteligentny i w stanie poruszyć technikę i technologię, czy też chociażby serca czytelnika. Sam nigdy taki nie będę. Na pewno nie w tym ciele.
"Czerwona"
Płynie powoli, nie spiesząc się nigdzieNie zasili już żadnego układu, zginie
Chociaż jeszcze drobnoustroje w niej płyną
To proces życia jej już powoli przeminął
W układzie jak w mieście, czerwonych jest wiele
Płyną, spieszą, bo zadanie ważne mają, nie maleje
potrzeba ich produkcji, która zaczyna się i kończy
W rurkach, w których Twoje życie wciąż krąży
Białe i czerwone, niczym flaga naszej ojczyzny
Chronią i zasilają, żyją i umierają, zaznając obczyzny
Choć ta kropla co Ci spływa, życia nie doda
Nie wiem, czy Ci jej ani trochę nie jest szkoda?
piątek, 18 października 2013
Pozytywnie, nie wyłączaj mi tego...
Impuls.
Drżenie.
Dryg.
Sam nie wiem co u mnie tworzy to wszystko, chciałbym się kiedyś dowiedzieć czego chcę naprawdę. Postanowiłem zmierzać do odległych celów, chociaż czy mi się uda? Zawsze mam alternatywę, nieraz gdy moje myśli chodziły tymi ciemniejszymi ścieżkami to mówiły: "Jak się nie uda, to można się zawsze zabić, no nie?". Przykre, ale prawdziwe. Mój umysł dostarcza mi wiele atrakcji emocjonalnych, które przeżywam raczej w środku, albo wypisuję na przykład tutaj.
Chociaż mój dzisiejszy impuls dotyczy czegoś bardziej pozytywnego niż zazwyczaj (biorąc pod uwagę, że większość moich tekstów jest związana ze śmiercią, smutkiem, samobójstwem i takimi tam). Tym razem pierwszy tekst można zinterpretować jak kto lubi, jak komu się podoba, jak komu się z czym skojarzy.
Przeistoczony chłodny wiatr, który za horyzont ścieka
Gdzie źrenica żadna nie dotrze, bo czas tam nie czeka
Dotarł do owej granicy ciepła i urodzaju, uderzył
Wesoło wzniecił liście do góry, przed nikim się nie krył
Wzdychająca młodość przeniosła swe upodobanie
Przerodziła się w uczucie, cóż za pozytywne zadanie!
W oczach wszelakich widać błysk, młodości żar
Który tylko czekał, aż wydać z siebie piękny dar
Piękny sad, który otaczał górę, na której owa granica była
Urodzajny, dorodny, nie bez powodu ogrodzony, tajemnica się kryła
W tamtejszej odsłonie smutków radość zastąpić miała
Choć nie na długo, to wiecznie i nieskończenie się starała
Każda istota ma owy żar, w sobie go nosi
Przyroda wewnętrzna, uczucie, to nie zaszkodzi
Przypadkiem możesz tam trafić, albo i nie
Nie odsuwaj tego od siebie, błagam, nie.
Oczywiście muszę zawsze dać coś dla równowagi, temat oczywiście nawiązuje do zaburzeń suicydalnych, bo czemu nie? Ale trochę z perspektywy... psychologa? Może raczej osoby trzeciej, bo ze mnie dupa, a nie psycholog.
Zaakceptuj swój dar, ten który otrzymałeś a życiem się zwie
Nie próbuj się jego pozbyć, marnować czyichś łez, o nie
Czy wiesz, że są ludzie, którzy opłakiwać będą stratę?
Czy wiesz, że ktoś będzie czekać na Ciebie z kwiatem?
Czy sądzisz, że Twoje osobiste życie jest nic nie warte?
Że ludzie, którzy Cię kochają, to robią to w żartach?
Czy ludzie, których spotkałeś i na nich wpłynąłeś
nie są dla Ciebie wcale znaczący? Ty się na nich wypiąłeś?
Przemyśl swe życie, podsumuj co można zmienić
Przecież nie chcesz swego życia dosłownie wyplenić
Dlaczego wciąż patrzysz w dal i wyszukujesz powodów?
Żeby nie żyć? Żeby paranoję szerzyć? Dla czyich wywodów?
Drżenie.
Dryg.
Sam nie wiem co u mnie tworzy to wszystko, chciałbym się kiedyś dowiedzieć czego chcę naprawdę. Postanowiłem zmierzać do odległych celów, chociaż czy mi się uda? Zawsze mam alternatywę, nieraz gdy moje myśli chodziły tymi ciemniejszymi ścieżkami to mówiły: "Jak się nie uda, to można się zawsze zabić, no nie?". Przykre, ale prawdziwe. Mój umysł dostarcza mi wiele atrakcji emocjonalnych, które przeżywam raczej w środku, albo wypisuję na przykład tutaj.
Chociaż mój dzisiejszy impuls dotyczy czegoś bardziej pozytywnego niż zazwyczaj (biorąc pod uwagę, że większość moich tekstów jest związana ze śmiercią, smutkiem, samobójstwem i takimi tam). Tym razem pierwszy tekst można zinterpretować jak kto lubi, jak komu się podoba, jak komu się z czym skojarzy.
"Sad"
Przeistoczony chłodny wiatr, który za horyzont ścieka
Gdzie źrenica żadna nie dotrze, bo czas tam nie czeka
Dotarł do owej granicy ciepła i urodzaju, uderzył
Wesoło wzniecił liście do góry, przed nikim się nie krył
Wzdychająca młodość przeniosła swe upodobanie
Przerodziła się w uczucie, cóż za pozytywne zadanie!
W oczach wszelakich widać błysk, młodości żar
Który tylko czekał, aż wydać z siebie piękny dar
Piękny sad, który otaczał górę, na której owa granica była
Urodzajny, dorodny, nie bez powodu ogrodzony, tajemnica się kryła
W tamtejszej odsłonie smutków radość zastąpić miała
Choć nie na długo, to wiecznie i nieskończenie się starała
Każda istota ma owy żar, w sobie go nosi
Przyroda wewnętrzna, uczucie, to nie zaszkodzi
Przypadkiem możesz tam trafić, albo i nie
Nie odsuwaj tego od siebie, błagam, nie.
Oczywiście muszę zawsze dać coś dla równowagi, temat oczywiście nawiązuje do zaburzeń suicydalnych, bo czemu nie? Ale trochę z perspektywy... psychologa? Może raczej osoby trzeciej, bo ze mnie dupa, a nie psycholog.
"Dar"
Zaakceptuj swój dar, ten który otrzymałeś a życiem się zwie
Nie próbuj się jego pozbyć, marnować czyichś łez, o nie
Czy wiesz, że są ludzie, którzy opłakiwać będą stratę?
Czy wiesz, że ktoś będzie czekać na Ciebie z kwiatem?
Czy sądzisz, że Twoje osobiste życie jest nic nie warte?
Że ludzie, którzy Cię kochają, to robią to w żartach?
Czy ludzie, których spotkałeś i na nich wpłynąłeś
nie są dla Ciebie wcale znaczący? Ty się na nich wypiąłeś?
Przemyśl swe życie, podsumuj co można zmienić
Przecież nie chcesz swego życia dosłownie wyplenić
Dlaczego wciąż patrzysz w dal i wyszukujesz powodów?
Żeby nie żyć? Żeby paranoję szerzyć? Dla czyich wywodów?
wtorek, 15 października 2013
Cisza
Cisza, zna ją każdy. Niektórzy ją wyczekują, natomiast inni ją wręcz tworzą. Zaliczam się do ludzi, którzy tworzą ciszę. A to jest spowodowane tym, że jestem człowiekiem wolno myślącym, a do tego wstydliwym. Nie potrafię zgrabnie wracać do zakończonego wątku. Zawsze miałem kłopoty z rozmowami. Im ważniejsza rozmowa, którą miałem wykonać to dla mnie pojawiał się kłopot niemal nie do przeskoczenie. Z niektórymi rozmowami czekam nawet lata, a temat ciągle aktualny.
Cisza... bardzo dużo złego stworzyłem swoją ciszą, chociaż może z perspektywy trzeciej osoby to nie wyglądało tak źle, to z mojej perspektywy to zawsze wygląda żałośnie. Niektóre sprawy wręcz wyglądają banalnie i mogłyby bez problemu zostać rozwiązane, ale blokada w mojej głowie nie jest taka banalna. "Walka o strzępek siebie, o wieczne nadzieje". Dzisiaj jest dzień, w którym Coma wygrywa w głośnikach, tak więc postanowiłem dodać utwór, który jako jeden z pierwszych zachwycił moje uszy i podziwiałem przez bardzo długi czas.
"Cisza"
Cisza rujnująca może być, składając swoją brońNie doceniasz jej, a gdy się pojawi, to pulsuje skroń
Czasem, gdy jej wyczekujesz, wręcz pragniesz
Wiesz, że ona nie przyjdzie - Ty jej nie dostaniesz
Natomiast zawsze gdy przechodzi z burzą
Wtedy wali się Twój świat, chwile się dłużą
Niepokój gości w Twym sercu nieszczęsnym
Patrzysz w ścianę, wzrokiem nieostrym - tępym
Gdy ona przeminie to mury pękają, a dłonie się łączą
Ulga nadchodzi, myśli już aż tak bardzo nie dręczą
Wiesz, że smutek też przejdzie, ale wiesz, że wróci
Zawsze wraca, co się na wskroś nie znudzi to wróci
Natomiast gdy ona jest wybawieniem wiesz wszystko
Nie potrzebujesz innych osób, mówisz na nich brzydko
Dręczysz wtedy też innych zapominając o sobie
Zadręczasz też siebie, nie myślisz o drugiej osobie
Nieraz zastanawiałem się nad istnieniem. Nieraz myślałem o tym, żeby zostawić po sobie ślad. Chociaż w mojej podświadomości stworzyło się coś takiego, co mi mówi, że nie dożyję późnej starości. Sam nie wiem, zobaczę do którego momentu będzie dane mi przeżyć i jak moje życie będzie wyglądać. Nie chcę się nad tym zastanawiać, ale mój umysł chyba nie potrafi logicznie myśleć, zawsze drąży takie tematy. Zastosowałem taktykę wielu rzeczy do wykonania, zająć swój umysł. Skupić się nad wszystkim innym. Ale... każdy to dobrze zna. Wychodzi typowo.
"Istnienie"
Przechodząc przez swą gęstwinę myśliNieraz zastanowisz się, coś wymyślisz
Wejdzie Ci do głowy pomysł, sam się zrodzi
Istnienia Twego będzie w przyszłości dowodził
Przez czas i przestrzeń będzie się przebijać
By Twoją głowę do działania zaczął porywać
Choć powiesz nieraz, że nie widzisz sensu
Zapisuj to wszystko i chowaj do kredensu
Wiem, że nie wierzysz w siebie, w swoje istnienie
Choć marne, jak wiele innych, smutne masz brzemię
Ja Ci mówię, a Ty słuchaj, nie Tobie jest oceniać siebie
Bo wiesz, że Twoje zdanie nie liczy się, a moc w Tobie drzemie
Jeszcze raz powiesz, że nie dasz rady
Jeszcze raz zignorujesz wołanie swojej weny pięknej
Chociaż też chciałem skoczyć z balustrady
Zapisywałem moje wszelkie starania, aby było lepiej
Zastanawiając się ciągle nad swym losem
Będziesz mieszać w nim jak łyżką z bigosem
Przemierzaj góry, lasy, docieraj do sedna sprawy
Aby z Twych prac można było stworzyć dobre potrawy.
sobota, 12 października 2013
Świadomość, myśli, pierwsze wrażenie
Kiedy kończy się świadomość? Czy wierzymy w to co myślimy? Czy wierzymy w to co widzimy? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Mogę jedynie próbować odpowiedzieć.
Świadomość kończy się według mnie... chciałem napisać, że po przekroczeniu jakiejś granicy sennej, ale nie, jedynie kiedy świadomość się kończy to śmierć, albo utrata przytomności. Szczerze tylko parę razy utraciłem przytomność, chociaż parę razy szczerze z mojej głupoty, ale cóż. A śmierć... no nie wypowiem się zbytnio, bo nigdy nie umierałem, ale jak widać po śmierci jest mało przypadków, że wraca świadomość...
Wiara we własne myśli. Tak, oczywiście, że tak. Ja wierzę głęboko w moje myśli, chociaż niektórych próbowałem się pozbyć, o tak, chciałem je wyprzeć z mojej świadomości, ale nie udało się, zawsze wracają. Postanowiłem niektóre myśli zaakceptować jako część mnie, może to dobry ruch, może nie? Nie wiem, dowiem się kiedyś. Ale ta walka przysporzyła mi wiele nieprzyjemnych chwil.
Czy wierzymy w to co widzimy? A co nam innego pozostaje? A z drugiej strony taka wizja sytuacyjna... widzimy ładną kobietę, chcesz porozmawiać. Podchodzisz, a tu dowiadujesz się, że ona była kiedyś facetem. Odpychające? Ja nie rozumiem. Wiem, że chciała być bardzo kobietą, wierzę w to, dlatego jest teraz kobietą, więc dlaczego przeszłość ma dla Ciebie takie znaczenie?
Teraz dam tekst, którego przez bardzo długi czas się wstydziłem. Nie uważam za udany, ale chyba pasuje do tematyki, a może nie? Nie wiem, ale mam takie przeczucie.
Ja wiem to co widzę, Ja wiem to co słyszę
Świadomość kończy się według mnie... chciałem napisać, że po przekroczeniu jakiejś granicy sennej, ale nie, jedynie kiedy świadomość się kończy to śmierć, albo utrata przytomności. Szczerze tylko parę razy utraciłem przytomność, chociaż parę razy szczerze z mojej głupoty, ale cóż. A śmierć... no nie wypowiem się zbytnio, bo nigdy nie umierałem, ale jak widać po śmierci jest mało przypadków, że wraca świadomość...
Wiara we własne myśli. Tak, oczywiście, że tak. Ja wierzę głęboko w moje myśli, chociaż niektórych próbowałem się pozbyć, o tak, chciałem je wyprzeć z mojej świadomości, ale nie udało się, zawsze wracają. Postanowiłem niektóre myśli zaakceptować jako część mnie, może to dobry ruch, może nie? Nie wiem, dowiem się kiedyś. Ale ta walka przysporzyła mi wiele nieprzyjemnych chwil.
Czy wierzymy w to co widzimy? A co nam innego pozostaje? A z drugiej strony taka wizja sytuacyjna... widzimy ładną kobietę, chcesz porozmawiać. Podchodzisz, a tu dowiadujesz się, że ona była kiedyś facetem. Odpychające? Ja nie rozumiem. Wiem, że chciała być bardzo kobietą, wierzę w to, dlatego jest teraz kobietą, więc dlaczego przeszłość ma dla Ciebie takie znaczenie?
Teraz dam tekst, którego przez bardzo długi czas się wstydziłem. Nie uważam za udany, ale chyba pasuje do tematyki, a może nie? Nie wiem, ale mam takie przeczucie.
"Tunel"
Ja wiem to co myślę, Ja wiem to co czujęJa wiem to co widzę, Ja wiem to co słyszę
Ja wiem to co myślę, Idę więc coraz głębiej
Nie wiem gdzie już jestem, Odsuwam się coraz dalej
Ja wiem to co czuję, Nie wiem co będzie dalej
Zgubiony tak ja wędruję, Odnaleźć się ja nie umiem
Ja wiem to co widzę, Ciemność wciąż mnie pożera
Więcej już nie odejdę, Słyszę skądś głos trapera
Ja wiem to co słyszę, Kroki są coraz bliżej
Lecz twarzy wciąż nie widzę, Teraz jest trochę lepiej
Osobnik ten to przyjaciel, Wyciąga mnie z tej otchłani
Wciąż ciemny jest ten tunel, Ale światło widać w dali
Jestem już na zewnątrz, Mam teraz doświadczenie
Mój koszmar był tam wewnątrz, Szczęśliwe to odrętwienie.
Nie wiem gdzie już jestem, Odsuwam się coraz dalej
Ja wiem to co czuję, Nie wiem co będzie dalej
Zgubiony tak ja wędruję, Odnaleźć się ja nie umiem
Ja wiem to co widzę, Ciemność wciąż mnie pożera
Więcej już nie odejdę, Słyszę skądś głos trapera
Ja wiem to co słyszę, Kroki są coraz bliżej
Lecz twarzy wciąż nie widzę, Teraz jest trochę lepiej
Osobnik ten to przyjaciel, Wyciąga mnie z tej otchłani
Wciąż ciemny jest ten tunel, Ale światło widać w dali
Jestem już na zewnątrz, Mam teraz doświadczenie
Mój koszmar był tam wewnątrz, Szczęśliwe to odrętwienie.
To miało dość specjalną interpretację dla mnie, ale czasy się zmieniają i teraz interpretuję to inaczej niż w momencie gdy pisałem to.
wtorek, 8 października 2013
Refleksje
Tak więc przyszła pora na refleksje. Tak patrzę często na świat, a staram się w miarę obiektywnie... no dobra, nie patrzę obiektywnie, ale się staram... czasami. Mało wyrażam swoje zdanie, trzymam gębę na kłódkę, co czasami jest problematyczne, tak jak wczoraj miałem wyrazić swoje zdanie na dany temat, a ja... cisza, nie umiem mówić, ledwie jedno słowo powiem. Dopiero później, kiedy temat poszedł w zapomnienie doszedłem do wniosku, że "ej, to mi się podobało, to jest fajne!" Ale nie...
No to zacznę od refleksji, które dotyczą pierwszych wrażeń, dlatego napiszę coś:
choć szesnaście lat wciąż miała, była wygadana
Lecz teraz nic nie powie, bo jest wykorzystana
Ze wstydem się obudzi, już nie będzie taka sama
Przeszłość nie da jej spokoju, płakać będzie nocami
Tak więc skończy na drzewie, nie będzie jej już z nami.
Krótki tekst, ale pierwsze wrażenie jest zupełnie inne niż problematyka utworu. Po takich mnie najczęściej trafiają refleksje, że ten świat jest do kitu.
Teraz utwór, który dotyczy problemów trzeciego... i nie tylko, świata. Nie wiem co dalej napisać więc po prostu zacznę:
Chciałeś mieć staż, teraz tylko chlejesz!
Lufy już nie gasną, białe kreski w Twym pokoju
kompleksy Ci rosną, myśli masz jak w roju
Zdechniesz będąc ćpunem, taplając się w łoju.
Każdego dnia, gdy patrzysz w lustro
widzisz przeszłość, matka płacze z chustką.
Na lustrze masz strzykawki, mieszasz je z wódą
zyskujesz zapomnienie, ale na krótko.
Chciałeś być poczciwy, być normalny
robisz głupie miny, wciąż będąc poważny
kupujesz ciągle więcej, nie masz już pieniędzy
stracisz życie prędzej, jesteś teraz w nędzy.
No to zacznę od refleksji, które dotyczą pierwszych wrażeń, dlatego napiszę coś:
"Ona"
Ona leżała sama w parku, pijana i zapomnianachoć szesnaście lat wciąż miała, była wygadana
Lecz teraz nic nie powie, bo jest wykorzystana
Ze wstydem się obudzi, już nie będzie taka sama
Przeszłość nie da jej spokoju, płakać będzie nocami
Tak więc skończy na drzewie, nie będzie jej już z nami.
Krótki tekst, ale pierwsze wrażenie jest zupełnie inne niż problematyka utworu. Po takich mnie najczęściej trafiają refleksje, że ten świat jest do kitu.
Teraz utwór, który dotyczy problemów trzeciego... i nie tylko, świata. Nie wiem co dalej napisać więc po prostu zacznę:
"Nędza"
Spójrz jak wyglądasz, co się z Tobą dzieje?Chciałeś mieć staż, teraz tylko chlejesz!
Lufy już nie gasną, białe kreski w Twym pokoju
kompleksy Ci rosną, myśli masz jak w roju
Zdechniesz będąc ćpunem, taplając się w łoju.
Każdego dnia, gdy patrzysz w lustro
widzisz przeszłość, matka płacze z chustką.
Na lustrze masz strzykawki, mieszasz je z wódą
zyskujesz zapomnienie, ale na krótko.
Chciałeś być poczciwy, być normalny
robisz głupie miny, wciąż będąc poważny
kupujesz ciągle więcej, nie masz już pieniędzy
stracisz życie prędzej, jesteś teraz w nędzy.
niedziela, 6 października 2013
Uczucie
Na pewno każdy miał uczucie bezradności, braku siły. Nie będę się pytać, bo wiem. Frustracja z powodu braku możliwości zmiany drobnych rzeczy, które później w głowie rosną do wymiarów "niemożliwe do przeskoczenia". Dlaczego tak się dzieje? I wiem i nie wiem. Nie chcę się zagłębiać w psychologię, bo nie tędy droga, a może właśnie tędy?
Chodzi mi raczej o ukazanie, że każdy jest taki sam. Że każdy się czegoś boi. Każdy był kiedyś zdradzony, chociażby przez przyjaciela, który mówił "przyjaźń na całe życie", a chwilę później przekazywał Twoje sekrety dalej. Jak nie miałeś czegoś takiego, to z jednej strony zazdroszczę, a z drugiej współczuję, bo każde wspomnienie, to jest nowe doświadczenie, ale tylko jeżeli potrafisz wyciągnąć z tego wnioski.
Sam się przyznam, że nie zawsze wyciągam wnioski z takich doświadczeń, wtedy pozostają pustym, smutnym wspomnieniem. Wielu rzeczy cholernie żałuję, a żeby tego było mało to ciągle popełniam jakieś chore błędy. Mówi się "jesteś tylko człowiekiem", ale czy od człowieka nie oczekuje się, żeby był ludzki? Żeby rozumiał i rozmawiał? Czy się nie oczekuje, żeby nie ranił?
A jeżeli przekaże swoją prawdę w tak niekonwencjonalny sposób, że zrani niewinną osobę tym?
Smutno mi, że wiele moich przemyśleń idzie jak potok, płynie i rani brzegi. Rani je, osłabia, rujnuje. To tak jakby myśli niszczyły przyszłość. Wahanie się zaburzało coś, do czego dążymy. A także strach przed tym co powiedzą inni? To jest absurdalne, ale każdy tego doświadczył, czyż nie?
Chciałem zamieścić tutaj opowiadanie, które miało przekazać przykład takiej sytuacji, ale nie dzisiaj. Wiem, że nie dałbym rady takiego napisać. Nie umiem ostatnio przekazywać jasno informacji.
Zdradzona moja dusza, która rozdrała się na strzępy
Leży zmęczona w katuszach, upada na nóż tępy.
Wiecznie męczona, wielokrotnie oszukana
Jakby zgwałcona, patrzy na swego Pana.
Leżę w kącie i zamykam się w sobie wystraszony
Zanurzony w wodzie, nie chcę być oparzony.
Czuję jakbym swoje życie przegrał, moja duma odpada
Samotnie w tłumie się przechadzam, głowa mi opadła.
Boję się zaufać komukolwiek, boję się zdrady
Nie czuję się jak człowiek, krzywdząc niewinne ofiary.
Gdy wspomnę o tym, to nóż, na który dusza upadła
Wpada rykoszetem, krzywdząc innych, rana się zdarła.
Doświadczenie, które nabyłem, mówi "nie ufaj
Stracisz na tym szyję, budujesz sobie kraj,
W którym żyjesz, w Twojej głowie wizja,
Ale z tym się kryjesz, przeminie twoja herezja"
Lecz serce odpowiada: "Mnie ranisz,
Na głowę Ci upada? Dlaczego się boisz?
Tym razem będzie inaczej, to jest kto inny
Zaufaj, nie stracisz raczej, a nie będziesz winny"
Na pytanie: "Czy Ty mi ufasz?" Nie odpowiem nic
Moja głowa, to co szukasz, w ścianę będzie bić.
Bo to trudne słowa, nie znajdę teraz odpowiedzi
Gdzie moja odnowa? Dlaczego ranię tylko ludzi?
Wiem, że tutaj też tego dokładnie nie oddałem, ale cóż... każdy to inaczej zinterpretuje. Ja interpretuję to na swój sposób. Każdy tekst interpretuję na swój sposób.
Chodzi mi raczej o ukazanie, że każdy jest taki sam. Że każdy się czegoś boi. Każdy był kiedyś zdradzony, chociażby przez przyjaciela, który mówił "przyjaźń na całe życie", a chwilę później przekazywał Twoje sekrety dalej. Jak nie miałeś czegoś takiego, to z jednej strony zazdroszczę, a z drugiej współczuję, bo każde wspomnienie, to jest nowe doświadczenie, ale tylko jeżeli potrafisz wyciągnąć z tego wnioski.
Sam się przyznam, że nie zawsze wyciągam wnioski z takich doświadczeń, wtedy pozostają pustym, smutnym wspomnieniem. Wielu rzeczy cholernie żałuję, a żeby tego było mało to ciągle popełniam jakieś chore błędy. Mówi się "jesteś tylko człowiekiem", ale czy od człowieka nie oczekuje się, żeby był ludzki? Żeby rozumiał i rozmawiał? Czy się nie oczekuje, żeby nie ranił?
A jeżeli przekaże swoją prawdę w tak niekonwencjonalny sposób, że zrani niewinną osobę tym?
Smutno mi, że wiele moich przemyśleń idzie jak potok, płynie i rani brzegi. Rani je, osłabia, rujnuje. To tak jakby myśli niszczyły przyszłość. Wahanie się zaburzało coś, do czego dążymy. A także strach przed tym co powiedzą inni? To jest absurdalne, ale każdy tego doświadczył, czyż nie?
Chciałem zamieścić tutaj opowiadanie, które miało przekazać przykład takiej sytuacji, ale nie dzisiaj. Wiem, że nie dałbym rady takiego napisać. Nie umiem ostatnio przekazywać jasno informacji.
"Zaufanie"
Zdradzona moja dusza, która rozdrała się na strzępy
Leży zmęczona w katuszach, upada na nóż tępy.
Wiecznie męczona, wielokrotnie oszukana
Jakby zgwałcona, patrzy na swego Pana.
Leżę w kącie i zamykam się w sobie wystraszony
Zanurzony w wodzie, nie chcę być oparzony.
Czuję jakbym swoje życie przegrał, moja duma odpada
Samotnie w tłumie się przechadzam, głowa mi opadła.
Boję się zaufać komukolwiek, boję się zdrady
Nie czuję się jak człowiek, krzywdząc niewinne ofiary.
Gdy wspomnę o tym, to nóż, na który dusza upadła
Wpada rykoszetem, krzywdząc innych, rana się zdarła.
Doświadczenie, które nabyłem, mówi "nie ufaj
Stracisz na tym szyję, budujesz sobie kraj,
W którym żyjesz, w Twojej głowie wizja,
Ale z tym się kryjesz, przeminie twoja herezja"
Lecz serce odpowiada: "Mnie ranisz,
Na głowę Ci upada? Dlaczego się boisz?
Tym razem będzie inaczej, to jest kto inny
Zaufaj, nie stracisz raczej, a nie będziesz winny"
Na pytanie: "Czy Ty mi ufasz?" Nie odpowiem nic
Moja głowa, to co szukasz, w ścianę będzie bić.
Bo to trudne słowa, nie znajdę teraz odpowiedzi
Gdzie moja odnowa? Dlaczego ranię tylko ludzi?
Wiem, że tutaj też tego dokładnie nie oddałem, ale cóż... każdy to inaczej zinterpretuje. Ja interpretuję to na swój sposób. Każdy tekst interpretuję na swój sposób.
sobota, 5 października 2013
Sen
"Sen, którego nie pojmujemy jest jak list, którego nie otwieramy"
~Talmud
Swego czasu dużo czytałem na temat snu... snu świadomego i OOBE (Out-of-body-experience). Szczerze to ten temat mnie fascynuje i bardzo chciałbym doświadczyć "wyjścia" ze swojego ciała. Mówi się "zaraz wyjdę z siebie i stanę obok", ja myślę, że to możliwe, chociaż nie udało mi się to, może dlatego, że nie ćwiczyłem mojego skupienia systematycznie. Możliwe. A z kolei sen świadomy... tutaj zaczynają się schody. (Właściwie i dosłownie i w przenośni) Dlaczego? Ponieważ nieraz próbowałem to osiągnąć, ale w stu procentach nie kontrolowałem swojego ciała we śnie. Jedyne na co wpływałem to otoczenie albo moje zachowanie, ale nie mogłem iść tam gdzie chciałem. Znowu wychodzi brak mojego skupienia. Ale gdyby mi się udało kontrolować we śnie moim "ja", to spróbowałbym najpierw ogarnąć jak się poruszać w tym świecie, a następnie "przejść" w OOBE, bo podobno da radę przez sen świadomy. Chciałbym sprawdzić prawdziwość tej teorii.
Jedyne czego doświadczyłem to fałszywego przebudzenia. To nie było specjalnie miłe, tym bardziej, że nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nie mogłem wstać, ani poruszyć się, to nie było takie jak nieraz doświadczam, gdy mi się po prostu nie chce. To było coś zupełnie innego. Mój umysł działał na dość wysokich obrotach, spojrzałem na zegarek, była 9:40. Chociaż chciałem, to nie mogłem wstać. Po chwili jakbym się obudził i od razu wstałem, wręcz wypadłem z łóżka, spojrzałem na zegarek i była 9:20. To było ciekawe przeżycie.
Opiszę teraz historię, którą gdzieś usłyszałem i postanowiłem przelać to na papier.
Czuję smród rzeczywistości, który łamie moje kości
usłyszałem niegdyś historię samobójców pewną teorię:
Pewien chłopak powiesił się na drzewie
Bóg go teraz nie chciał w niebie
Błąkał się po świecie pełnym drani
Widząc jedynie cienie ludzi z dali
Chodził samotnie, w szarym kolorze
widząc wszystko, mówił "Boże,
dlaczego jesteś tak bezwzględny?
Nie wpuszczając ludzi biednych...
Z tatuażem smutku żyją na tym świecie
bez szans na wyjście, gniją wreszcie
Gorzknieje smak zepsucia
pozostaje jedynie smak rozprucia"
Bóg na to niewzruszony
przeglądał ludzkie farmazony
samobójców karząc życiem wiecznym,
którego pozbywali się by czuć się bezpiecznym
Jak naprawdę jest, nie wiem wcale
przekonać się nie zdołałem
Po drugiej stronie nie byłem
ani tej teorii nie rozmyłem
Jak już jesteśmy przy temacie snów, to pozwolę sobie dodać jeszcze jeden tekst, który tym razem mi się przyśnił, a rano spisałem to na papier. Chociaż motyw dość znany i... no nie powiem lubiany, ale powszechny, to z pewnością.
Oglądam obrazy, ptak szybuje gdzieś po niebie
Widzę z oddali tunel w górze
Czy tu właśnie umrzeć muszę?
Pociąg jedzie szybkim tempem
Omijając wszelkie drogi pędem
Wjedzie zaraz do tunelu
Ja się boję jechać samemu
Pojazd wjechał
Ja tu jestem
Czuję strach
Ciemność wszędzie
Zawaliła właśnie się konstrukcja
Wszystkich przytomności pozbawiła erupcja
Część nie żyje, część się budzi
Kto się, do cholery, łudzi?
Obie strony zawalone
My jesteśmy w tym horrorze
Dzień pierwszy, drugi, trzeci
Słabną nam już wszelkie chęci
Dnia siódmego umieramy
Bez wody i jedzenia padamy
Czuję głuchą ciszę
Umierając... piszę
Widzę błysk światła w ścianie
Właśnie poczułem chęć na spanie
Oni przyszli ratować jeńców
Pogrzebanych żywcem więźniów
Ja umarłem w swoim lęku
Inni żyją w cichym jęku
Będą żyć ze swoim strachem
Póki nie zostaną pogrzebani piachem.
~Talmud
Swego czasu dużo czytałem na temat snu... snu świadomego i OOBE (Out-of-body-experience). Szczerze to ten temat mnie fascynuje i bardzo chciałbym doświadczyć "wyjścia" ze swojego ciała. Mówi się "zaraz wyjdę z siebie i stanę obok", ja myślę, że to możliwe, chociaż nie udało mi się to, może dlatego, że nie ćwiczyłem mojego skupienia systematycznie. Możliwe. A z kolei sen świadomy... tutaj zaczynają się schody. (Właściwie i dosłownie i w przenośni) Dlaczego? Ponieważ nieraz próbowałem to osiągnąć, ale w stu procentach nie kontrolowałem swojego ciała we śnie. Jedyne na co wpływałem to otoczenie albo moje zachowanie, ale nie mogłem iść tam gdzie chciałem. Znowu wychodzi brak mojego skupienia. Ale gdyby mi się udało kontrolować we śnie moim "ja", to spróbowałbym najpierw ogarnąć jak się poruszać w tym świecie, a następnie "przejść" w OOBE, bo podobno da radę przez sen świadomy. Chciałbym sprawdzić prawdziwość tej teorii.
Jedyne czego doświadczyłem to fałszywego przebudzenia. To nie było specjalnie miłe, tym bardziej, że nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nie mogłem wstać, ani poruszyć się, to nie było takie jak nieraz doświadczam, gdy mi się po prostu nie chce. To było coś zupełnie innego. Mój umysł działał na dość wysokich obrotach, spojrzałem na zegarek, była 9:40. Chociaż chciałem, to nie mogłem wstać. Po chwili jakbym się obudził i od razu wstałem, wręcz wypadłem z łóżka, spojrzałem na zegarek i była 9:20. To było ciekawe przeżycie.
Opiszę teraz historię, którą gdzieś usłyszałem i postanowiłem przelać to na papier.
"Samobójca"
Czuję smród rzeczywistości, który łamie moje kości
usłyszałem niegdyś historię samobójców pewną teorię:
Pewien chłopak powiesił się na drzewie
Bóg go teraz nie chciał w niebie
Błąkał się po świecie pełnym drani
Widząc jedynie cienie ludzi z dali
Chodził samotnie, w szarym kolorze
widząc wszystko, mówił "Boże,
dlaczego jesteś tak bezwzględny?
Nie wpuszczając ludzi biednych...
Z tatuażem smutku żyją na tym świecie
bez szans na wyjście, gniją wreszcie
Gorzknieje smak zepsucia
pozostaje jedynie smak rozprucia"
Bóg na to niewzruszony
przeglądał ludzkie farmazony
samobójców karząc życiem wiecznym,
którego pozbywali się by czuć się bezpiecznym
Jak naprawdę jest, nie wiem wcale
przekonać się nie zdołałem
Po drugiej stronie nie byłem
ani tej teorii nie rozmyłem
Jak już jesteśmy przy temacie snów, to pozwolę sobie dodać jeszcze jeden tekst, który tym razem mi się przyśnił, a rano spisałem to na papier. Chociaż motyw dość znany i... no nie powiem lubiany, ale powszechny, to z pewnością.
"Pociąg"
Jadąc pociągiem wprost przed siebieOglądam obrazy, ptak szybuje gdzieś po niebie
Widzę z oddali tunel w górze
Czy tu właśnie umrzeć muszę?
Pociąg jedzie szybkim tempem
Omijając wszelkie drogi pędem
Wjedzie zaraz do tunelu
Ja się boję jechać samemu
Pojazd wjechał
Ja tu jestem
Czuję strach
Ciemność wszędzie
Zawaliła właśnie się konstrukcja
Wszystkich przytomności pozbawiła erupcja
Część nie żyje, część się budzi
Kto się, do cholery, łudzi?
Obie strony zawalone
My jesteśmy w tym horrorze
Dzień pierwszy, drugi, trzeci
Słabną nam już wszelkie chęci
Dnia siódmego umieramy
Bez wody i jedzenia padamy
Czuję głuchą ciszę
Umierając... piszę
Widzę błysk światła w ścianie
Właśnie poczułem chęć na spanie
Oni przyszli ratować jeńców
Pogrzebanych żywcem więźniów
Ja umarłem w swoim lęku
Inni żyją w cichym jęku
Będą żyć ze swoim strachem
Póki nie zostaną pogrzebani piachem.
czwartek, 3 października 2013
Depresja
Depresja to dość powszechny temat, w każdym razie w mojej głowie i nie tylko. Kiedyś mi się kojarzyła z zaburzeniem humoru, ale to nie to. Ale najpierw zajmę się tematem śpiączki, który u mnie się bardzo wiąże z depresją, chodzi o skojarzenie.
Dlaczego?
Bo jakiś czas temu gdy miałem dość skrajne myśli marzyłem aby wpaść w komę i zniknąć z tego świata, obudzić się za parę lat. Zobaczyć, czy ktoś będzie na mnie czekać, czy jeszcze miałbym wtedy jakąś przyszłość. Czy mógłbym żyć? Jak by ludzie zareagowali.
Ale nie, zacząłem się interesować, wchodzenie do tego stanu i konsekwencje, to doszedłem do wniosku, że lepiej umrzeć niż wpaść w śpiączkę na parę lat. Łatwiej. Z góry tylko wspomnę, że każdy mój utwór to jest tylko i wyłącznie moja wizja, nie musi się odnosić do realizmu.
Natomiast teraz jedynie patrzy na muchy, uziemiona, otacza ją chłód.
Do astralu została wypchnięta przez śpiączkę, nieświadoma.
Została samotna, pochłonięta, gdy ciało osiągnęła koma.
Człowiek, do którego ona należała leży bez ruchu i świadomości.
Wyprany z myśli; noc go pożarła, nie ruszy ani mięśni, ani kości.
Nie zobaczy on łąki zielonej ani domu, nawet gór i lasu.
Ani barwy płomiennoczerwonej. Dla niego nie ma pojęcia czasu.
Jego wyobraźnia umarła wraz ze świadomością i snami.
Rana w brzuchu została, on nie zostanie z nami.
Dzisiaj siedziałem na lekcji matematyki i naszła mnie pewna refleksja podczas słuchania piosenki, która nosi tytuł "Sól", wykonana przez zespół Fonetyka, który korzystał z poezji Rafała Wojaczka. Bardzo mi się spodobało więcej utworów, ale ten odcisnął pewne piętno u mnie...
Niemoc w naszych nogach, kierunek im się myli
Myśl zgubiona, nie odnajdziesz jej już nigdy
Duma zgwałcona, nie odzyskasz jej już nigdy
Sznur w naszych dłoniach, zwiastuje zakończenie
Ból w naszych głowach, tłumi zaskoczenie
Grób przy naszych stopach, do nas należy
Siła w naszych dłoniach, od nas zależy.
Dlaczego?
Bo jakiś czas temu gdy miałem dość skrajne myśli marzyłem aby wpaść w komę i zniknąć z tego świata, obudzić się za parę lat. Zobaczyć, czy ktoś będzie na mnie czekać, czy jeszcze miałbym wtedy jakąś przyszłość. Czy mógłbym żyć? Jak by ludzie zareagowali.
Ale nie, zacząłem się interesować, wchodzenie do tego stanu i konsekwencje, to doszedłem do wniosku, że lepiej umrzeć niż wpaść w śpiączkę na parę lat. Łatwiej. Z góry tylko wspomnę, że każdy mój utwór to jest tylko i wyłącznie moja wizja, nie musi się odnosić do realizmu.
"Śpiączka"
Wyobraźnia zakuta w łańcuchy. Niegdyś hasała wolna, bez przeszkód.Natomiast teraz jedynie patrzy na muchy, uziemiona, otacza ją chłód.
Do astralu została wypchnięta przez śpiączkę, nieświadoma.
Została samotna, pochłonięta, gdy ciało osiągnęła koma.
Człowiek, do którego ona należała leży bez ruchu i świadomości.
Wyprany z myśli; noc go pożarła, nie ruszy ani mięśni, ani kości.
Nie zobaczy on łąki zielonej ani domu, nawet gór i lasu.
Ani barwy płomiennoczerwonej. Dla niego nie ma pojęcia czasu.
Jego wyobraźnia umarła wraz ze świadomością i snami.
Rana w brzuchu została, on nie zostanie z nami.
Dzisiaj siedziałem na lekcji matematyki i naszła mnie pewna refleksja podczas słuchania piosenki, która nosi tytuł "Sól", wykonana przez zespół Fonetyka, który korzystał z poezji Rafała Wojaczka. Bardzo mi się spodobało więcej utworów, ale ten odcisnął pewne piętno u mnie...
"Depresja"
Ból w naszych głowach, tłumi nasze myśliNiemoc w naszych nogach, kierunek im się myli
Myśl zgubiona, nie odnajdziesz jej już nigdy
Duma zgwałcona, nie odzyskasz jej już nigdy
Sznur w naszych dłoniach, zwiastuje zakończenie
Ból w naszych głowach, tłumi zaskoczenie
Grób przy naszych stopach, do nas należy
Siła w naszych dłoniach, od nas zależy.
poniedziałek, 30 września 2013
Melancholik
Niekiedy dochodzę do wniosku, że jestem melancholikiem. Za często patrzę w chmury zapominając o świecie, który jest tutaj. Przyzna, że mój świat - w głowie - jest znacznie piękniejszy niż ten, na którym przychodzi mi żyć. Tak jak dzisiaj. Stała się dla mnie dość ważna rzecz, muszę przyznać, aby być szczerym, taka rzecz, która raczej odmieni moje przyszłe życie, że wpadłem w... rodzaj euforii nieopanowanej, bo zrobiłem się bardzo beztroski. Cieszę się, że czasami tego po mnie nie widać, ale jestem wewnątrz wtedy roztrzepany i jakby w innym świecie. A to co jest tutaj to jakby mogło być, ale nie musiało, to przecież nie musi być prawdziwe, to co się dzieje dokoła, prawda?
No pewnie, że nieprawda! Ale czasami nie potrafię tego sobie powiedzieć. Jest mi... za błogo, aby powiedzieć sobie prawdę. Lubię taki stany. Coś ze mną nie tak?
Jak jestem w temacie melancholii to przypomniała mi się wyprawa na koncert Comy Symfonicznie, która odbyła się tego roku. Przyznam, że to był najlepszy koncert na jakim byłem. Tak żałuję, że byłem obstawiony tobołami, że nie mogłem iść całym ciałem, ale zapewniam, że byłem całą duszą w otoczeniu, bo znałem większość piosenek, a do tego podkład orkiestry symfonicznej. Wielbię te instrumenty. Wtedy odleciałem. Daleko. Naprawdę byłem w innym świecie.
Jakbym wpadł w komę. Śpiączka na zawołanie. Ten stan u mnie trwał aż do powrotu na stare śmieci (trójmiasto), do tego byłem z człowiekiem, którego szczerze podziwiam pod względem jego poezji (Louvaine, albo Morris, jak kto woli), tak więc gdy wracaliśmy to nas wzięło.
Siedzieliśmy w pociągu i nie mieliśmy dosłownie nic. Kasy, pieniędzy, budżetu, nic. Do tego około trzy dni bez snu. Podeszliśmy do pierwszego lepszego przedziału. Spytaliśmy się o długopis i kartkę. O dziwo zostaliśmy hojnie obdarowani w przerywający długopis, a kartkę zastąpił mój zeszyt. Piętnaście, może dwadzieścia minut i gotowe. Bo dlaczego nie? Swoją drogą to był motyw przewodni całego koncertu, "Why not?".
coraz dalej bezpieczny brzeg, oddala się od marzeń
opuszcza bezradnie dłonie, myśli w szczątki rodziera
taniec śmierci wszystko pochłonie, lęk onieśmiela
przenajskrytsze pragnienie, pomóż mu Wielki Boże
daj zapomnienie - przecież gorzej już być nie może!
Dlaczego nie spróbować? Mogę jeszcze żałować?
Kiedy odejdzie i dzień, progresja zapętli się.
Więc dlaczego nie spróbować, dlaczego nie?
Dno niepięknej kontury, umieram wciąż próbując
chociaż brak mi brawury, zdycham tu rezygnując
oczy me cienie spowiły, leżę, analizuję
ciągle braknie mi siły, powoli w środku gniję
dostrzegam mą duszę - ona pęka utrapiona
niezliczone katusze. Granica przekroczona.
Tym razem tylko jeden wiersz, ale nad którym trzeba się zastanowić i zacząć analizować. Miłego dnia i wieczora.
No pewnie, że nieprawda! Ale czasami nie potrafię tego sobie powiedzieć. Jest mi... za błogo, aby powiedzieć sobie prawdę. Lubię taki stany. Coś ze mną nie tak?
Jak jestem w temacie melancholii to przypomniała mi się wyprawa na koncert Comy Symfonicznie, która odbyła się tego roku. Przyznam, że to był najlepszy koncert na jakim byłem. Tak żałuję, że byłem obstawiony tobołami, że nie mogłem iść całym ciałem, ale zapewniam, że byłem całą duszą w otoczeniu, bo znałem większość piosenek, a do tego podkład orkiestry symfonicznej. Wielbię te instrumenty. Wtedy odleciałem. Daleko. Naprawdę byłem w innym świecie.
Jakbym wpadł w komę. Śpiączka na zawołanie. Ten stan u mnie trwał aż do powrotu na stare śmieci (trójmiasto), do tego byłem z człowiekiem, którego szczerze podziwiam pod względem jego poezji (Louvaine, albo Morris, jak kto woli), tak więc gdy wracaliśmy to nas wzięło.
Siedzieliśmy w pociągu i nie mieliśmy dosłownie nic. Kasy, pieniędzy, budżetu, nic. Do tego około trzy dni bez snu. Podeszliśmy do pierwszego lepszego przedziału. Spytaliśmy się o długopis i kartkę. O dziwo zostaliśmy hojnie obdarowani w przerywający długopis, a kartkę zastąpił mój zeszyt. Piętnaście, może dwadzieścia minut i gotowe. Bo dlaczego nie? Swoją drogą to był motyw przewodni całego koncertu, "Why not?".
"Why Not?"
W progresji porażek, w śmierciodajnej sile zdarzeńcoraz dalej bezpieczny brzeg, oddala się od marzeń
opuszcza bezradnie dłonie, myśli w szczątki rodziera
taniec śmierci wszystko pochłonie, lęk onieśmiela
przenajskrytsze pragnienie, pomóż mu Wielki Boże
daj zapomnienie - przecież gorzej już być nie może!
Dlaczego nie spróbować? Mogę jeszcze żałować?
Kiedy odejdzie i dzień, progresja zapętli się.
Więc dlaczego nie spróbować, dlaczego nie?
Dno niepięknej kontury, umieram wciąż próbując
chociaż brak mi brawury, zdycham tu rezygnując
oczy me cienie spowiły, leżę, analizuję
ciągle braknie mi siły, powoli w środku gniję
dostrzegam mą duszę - ona pęka utrapiona
niezliczone katusze. Granica przekroczona.
Tym razem tylko jeden wiersz, ale nad którym trzeba się zastanowić i zacząć analizować. Miłego dnia i wieczora.
niedziela, 29 września 2013
Storyteller
Niekiedy lubię się bawić w Storytellera. Lubię pisać opowiadania, może mi to nie do końca dobrze wychodzi, ale no cóż. Lubię. Tak samo lubię jakąś opowieść wkleić w wiersz, który może się przeistoczyć w poezję śpiewaną, tak jak Drwal, czy też Pociąg. Ale Pociąg tutaj nie zajedzie, nie dziś.
Drwal w ciasnej chacie siedzi, z nikim się dziś nie spotka
Szczerze, to chyba Drwal był moim pierwszym "wierszem", który mi się udał, właściwie mogę tak powiedzieć, bo spodobał mi się (a to jest już sukces), a do tego nie tylko mi. Następnym jest "Wilk", nigdy go nie dopracowałem, zacząłem pisać, chciałem coś więcej dodać, ale nie potrafiłem więc dodam to co mam.
Jednak siedzę dzisiaj w nocy, wyszukując gdzieś pomocy.
We śnie różne rzeczy widzę, różne rzeczy słyszę.
Nie pojmuję tego, ale nie zasypiam prawie wcale.
Leżę całymi dniami, cienie widze przed oknami.
Strach ogarnia duszę moją, czy to samo będzie z Twoją?
Wściekłość wzbiera, mą świadomość coś wyżera.
Nienawiść ciągle rośnie, moje ciało już nie spocznie.
Wilk wydostał się na zewnątrz. Moja głowa boli wewnątrz.
Tracę zmysły, tracę głowę. Dłużej tak już nie mogę...!
Postanowiłem dodać jeszcze coś na styl sonetu. To jest bardzo niewiadome, bo napisałem to parę dni temu, ale mi się nawet spodobało. Chociaż jest raczej głupie niż śmieszne, czy też mądre...
Chciała spotkać kogoś, lecz gdzie indziej
Miasto suche i bez życia
Nie dla niej ta inwestycja.
Mimo wszystko kogoś poznała.
Spędzała z nim czas od rana.
Ona brzydka, a on głupi.
Ktoś ich kiedyś ukatrupi.
Wyjeżdżają w świat co roku.
Unikają nienawiści grotu.
Zmieniają wciąż miejsce zamieszkania.
Uciekli w końcu do Sahary
Lecz zapomnieli wody, niezdary
Zdechli w upale, jedząc korale.
Ostrzegałem, że głupie!
"Drwal"
Drwal w ciasnej chacie siedzi, z nikim się dziś nie spotka
Czuje bardzo wielki ból, który niszczy go od środka
Zauroczony ciszą, nocą ciemną wśród drzew
Niedaleko domu swego, porusza się gdzieś krzew
Szykuje się do drogi, odrzucając zwątpienie
Bierze topór swój i wyrusza po nadzieje
Idzie szukać szczęścia drogą wprost przed siebie
Omijając pecha, patrząc gdzieś po niebie
Choć długa droga przed nim, on ma swe nadzieje
Wiedząc, że to będzie kres to idzie przez zawieje
Droga dłuży się, topór ciężki jest
Za długo na to czekał, więc zmęczony jest
Skończył jak góra śniegu. Przykryty, pogrzebany
Lecz pod koniec był szczęśliwy. Drwal niepokonany
Szczerze, to chyba Drwal był moim pierwszym "wierszem", który mi się udał, właściwie mogę tak powiedzieć, bo spodobał mi się (a to jest już sukces), a do tego nie tylko mi. Następnym jest "Wilk", nigdy go nie dopracowałem, zacząłem pisać, chciałem coś więcej dodać, ale nie potrafiłem więc dodam to co mam.
"Wilk"
Mógłbym tyle rzeczy zrobić, tyle słów ułożyć.Jednak siedzę dzisiaj w nocy, wyszukując gdzieś pomocy.
We śnie różne rzeczy widzę, różne rzeczy słyszę.
Nie pojmuję tego, ale nie zasypiam prawie wcale.
Leżę całymi dniami, cienie widze przed oknami.
Strach ogarnia duszę moją, czy to samo będzie z Twoją?
Wściekłość wzbiera, mą świadomość coś wyżera.
Nienawiść ciągle rośnie, moje ciało już nie spocznie.
Wilk wydostał się na zewnątrz. Moja głowa boli wewnątrz.
Tracę zmysły, tracę głowę. Dłużej tak już nie mogę...!
Postanowiłem dodać jeszcze coś na styl sonetu. To jest bardzo niewiadome, bo napisałem to parę dni temu, ale mi się nawet spodobało. Chociaż jest raczej głupie niż śmieszne, czy też mądre...
"Ona i on" (sonet)
Szara twarz, która przez miasto idzieChciała spotkać kogoś, lecz gdzie indziej
Miasto suche i bez życia
Nie dla niej ta inwestycja.
Mimo wszystko kogoś poznała.
Spędzała z nim czas od rana.
Ona brzydka, a on głupi.
Ktoś ich kiedyś ukatrupi.
Wyjeżdżają w świat co roku.
Unikają nienawiści grotu.
Zmieniają wciąż miejsce zamieszkania.
Uciekli w końcu do Sahary
Lecz zapomnieli wody, niezdary
Zdechli w upale, jedząc korale.
Ostrzegałem, że głupie!
sobota, 28 września 2013
Natura
Dość często zdarza mi się pisać, sam nie wiem dlaczego, o naturze. Nawiązuję zazwyczaj bezsensownie, a może i nie? W każdym razie napisałem coś dotyczącego właśnie niej. Pierwszy tekst tyczy się bardziej przyszłości, która prawdopodobnie nas czeka.
marzę aby być teraz w lesie
Siedzieć na zielonej łące
oglądać kwiatów tysiące
Przenikać wzrokiem przez góry
Lecz dokoła widzę tylko rury
W lektury zatapiam umysł swój
Widząc wyobraźnią kostrzew krój
Patrzę na konary dębów i klonów
Których nie widziałem od lat milionów
Zamknę książkę, rozejrzę lico
Zobaczę tylko budynki i szare licho
Niewdzięcznie patrzę na martwą
Naturę zabitą przez człowika, rozdartą
Zieleń betonem doszczętnie zalaną
Ludzie naturę doszczętnie rozwalą
Ptaki wyginęły, a morza wyschły
Siedzę rozdarty; koniec ze wszystkim.
Drugi tekst dotyczy wiosny. Sam nie wiem czym się kieruję pisząc o naturze. Ale chyba to ma związek z moją szkołą, która zmienia moją podświadomość. Niedobra szkoła zapełnia mój umysł takim ekologicznym spamem. Chociaż niewiele na to poradzę, nawet średnio mi się podobają te teksty, ale i tak tutaj wrzucam, może dlatego, że nikt tego nie czyta?
Gdy wzrok uniesie się ku górze,
zobaczysz, że tam nie rosną róże.
Oślepi Cię jasny blask,
słońca poranny brzask.
Natomiast gdy przypomni się świat,
zawieje delikatny, chłodny wiatr.
Roztargnione rozterki odejdą,
po drzewach chłodne słowa przejdą.
Zahaczą o liście skąpane w bladym słońca blasku,
skrępowane ciszą - wzlecą, bez krzyku i wrzasku.
Pomruki wiosenne przejdą niechętnie
Zabierze zimy tron, oddając w zamian natchnienie.
Świat do życia się przebudzi,
choć nieraz się przez niego pobrudzisz,
Lecz teraz nie liczy się swoboda,
lecz jedynie duchowa odnowa.
Wiele się rzeczy stanie, odejdzie również
Ale Ty idź dalej, odegnij kołnierz.
"Martwa"
Gdy siedzę, to myśli moje niesiemarzę aby być teraz w lesie
Siedzieć na zielonej łące
oglądać kwiatów tysiące
Przenikać wzrokiem przez góry
Lecz dokoła widzę tylko rury
W lektury zatapiam umysł swój
Widząc wyobraźnią kostrzew krój
Patrzę na konary dębów i klonów
Których nie widziałem od lat milionów
Zamknę książkę, rozejrzę lico
Zobaczę tylko budynki i szare licho
Niewdzięcznie patrzę na martwą
Naturę zabitą przez człowika, rozdartą
Zieleń betonem doszczętnie zalaną
Ludzie naturę doszczętnie rozwalą
Ptaki wyginęły, a morza wyschły
Siedzę rozdarty; koniec ze wszystkim.
Drugi tekst dotyczy wiosny. Sam nie wiem czym się kieruję pisząc o naturze. Ale chyba to ma związek z moją szkołą, która zmienia moją podświadomość. Niedobra szkoła zapełnia mój umysł takim ekologicznym spamem. Chociaż niewiele na to poradzę, nawet średnio mi się podobają te teksty, ale i tak tutaj wrzucam, może dlatego, że nikt tego nie czyta?
"Wiosna"
Gdy wzrok uniesie się ku górze,
zobaczysz, że tam nie rosną róże.
Oślepi Cię jasny blask,
słońca poranny brzask.
Natomiast gdy przypomni się świat,
zawieje delikatny, chłodny wiatr.
Roztargnione rozterki odejdą,
po drzewach chłodne słowa przejdą.
Zahaczą o liście skąpane w bladym słońca blasku,
skrępowane ciszą - wzlecą, bez krzyku i wrzasku.
Pomruki wiosenne przejdą niechętnie
Zabierze zimy tron, oddając w zamian natchnienie.
Świat do życia się przebudzi,
choć nieraz się przez niego pobrudzisz,
Lecz teraz nie liczy się swoboda,
lecz jedynie duchowa odnowa.
Wiele się rzeczy stanie, odejdzie również
Ale Ty idź dalej, odegnij kołnierz.
piątek, 27 września 2013
Wielka Improwizacja
Tak więc zaczynając to postanowiłem zacząć prowadzić "blog", ale z nastawieniem na swoje przemyślenia, które zazwyczaj nigdzie się nie nadają, a także zamierzam zamieszczać krótkie opowiadania i pseudo poezję jaką mam okazję czasami przez przypadek tworzyć.
Słowem wstępu mogę jeszcze powiedzieć, że wiele z tych informacji może być mało czytelna, lub też może się nie podobać. Proszę się tym nie przejmować, zazwyczaj drugi raz nie czytam tego co napisałem.
Skąd pomysł? Zrodził się, nie do końca samemu, ale w końcu sam piszę, ale nie wiem po co.
A żeby się nie nudziło to zapiszę tutaj coś, co napisałem dość dawno temu, ale mi się spodobało.
odmienności oraz rady, wyszukując prędce
Drogą łgarstwa przemierzając sam
Przerzucając kłamstwa
Chowając tam...
Wiedząc jaka czeka mnie droga zniszczeń i zakazów
Czy załamię się? Nie...
Rozłożę skrzydła rozkładów
Zatruję ten świat zakłamany w sobie
Pozbawiając strat wysyłając Tobie...
Prawdę, która jest naszym sprzymierzeńcem
A dla równowagi coś mniej pozytywnego...
Nikomu niepotrzebny
Spadł sobie, samotnie
Nikomu niepotrzebny
Spadł niewzruszony
Nikomu niepotrzebny
Spadł zbędny sobie
Nikomu niepotrzebny
Dla Ciebie on nie ma znaczenia
Spadł, więc nie widziany przez nikogo
Kiedy spadał, to nieliczni go widzieli
~Ktoś posprzątał
Nikt go nie opłakiwał
Zagrzebany wśród innych śmieci
Leżeć tam będzie przez wieki
Nikomu niepotrzebny, jak Ja i Ty.
Słowem wstępu mogę jeszcze powiedzieć, że wiele z tych informacji może być mało czytelna, lub też może się nie podobać. Proszę się tym nie przejmować, zazwyczaj drugi raz nie czytam tego co napisałem.
Skąd pomysł? Zrodził się, nie do końca samemu, ale w końcu sam piszę, ale nie wiem po co.
A żeby się nie nudziło to zapiszę tutaj coś, co napisałem dość dawno temu, ale mi się spodobało.
"Prawda...?"
Przez drogę szukając prawdy, rozkładając ręceodmienności oraz rady, wyszukując prędce
Drogą łgarstwa przemierzając sam
Przerzucając kłamstwa
Chowając tam...
Wiedząc jaka czeka mnie droga zniszczeń i zakazów
Czy załamię się? Nie...
Rozłożę skrzydła rozkładów
Zatruję ten świat zakłamany w sobie
Pozbawiając strat wysyłając Tobie...
Prawdę, która jest naszym sprzymierzeńcem
A dla równowagi coś mniej pozytywnego...
"Śmieć"
Spadł śmieć z szóstego piętraNikomu niepotrzebny
Spadł sobie, samotnie
Nikomu niepotrzebny
Spadł niewzruszony
Nikomu niepotrzebny
Spadł zbędny sobie
Nikomu niepotrzebny
Dla Ciebie on nie ma znaczenia
Spadł, więc nie widziany przez nikogo
Kiedy spadał, to nieliczni go widzieli
~Ktoś posprzątał
Nikt go nie opłakiwał
Zagrzebany wśród innych śmieci
Leżeć tam będzie przez wieki
Nikomu niepotrzebny, jak Ja i Ty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)