niedziela, 20 października 2013

0Rh+ BRh-

Czyli krew. Już od dawna chciałem nawiązać do tego tematu. Piękno jakie prezentują te życiodajne krople, które przemieszczają się zasilając komorę, a właściwie cztery komory, które pracują przez całe Twoje życie. Zasilają również inny organ, który również pracuje przez całe życie dając Ci równowagę i niestabilność emocjonalną, oraz coś za co cenię go najbardziej czyli wyobraźnię. A także inne dość ważne organy, na przykład jelito grube.
 Chociaż wiem, że nie opiszę jej tak jak to zrobił mój osobisty Liryczny Jezus (Rogucki), ale mogę próbować.

 Jestem ciekaw czy kogoś interesowało co zawierają krwinki, w jakim celu są stworzone leukocyty i w ogóle jak ona natlenia cały organizm. Pewnie niewiele osób to interesowało. Chociaż przyznam, że w szkole to jest podane w takiej formie "Żryj, bo inaczej ....", a moim zdaniem powinno być "Interesujesz się biologią? Zapisz się na zajęcia, aby dowiedzieć się czegoś o swoim ciele i nie tylko". Czas gdy w szkole ważniejsze od wiedzy stały się oceny. No cóż. Ale znów odbiegam od tematu.

 Nieraz pewnie ktoś się skaleczył, może i nawet nie zawsze przez przypadek. Widok krwi jest każdemu znany. Czerwona wolno płynąca ciecz. W niektórych częściach ciała jaśniejsza, w innych ciemniejsza. Ale w barwie czerwonej. Istnieją różni ludzie, a posiadają oni różne czynniki Rh, osobiście moje ciało jest wybredne i nie przyjmie ARh. Moje krwinki będą uważać to za intruza, ciało obce, zacznie je zwalczać. Organizm to jest niesamowita rzecz. W tej chwili nie ma takich komputerów jaki mógłby odzwierciedlić organizm człowieka. Zaczynając od inteligencji, kończąc na układzie krwionośnym. Ba, nawet jaki komputer wytrzyma 80 lat? Po paru latach komputery potrzebują "transplantacji", a człowiek nie każdy potrzebuje transplantacji, żeby przeżyć 80 lat.
 Ale nie gwarantuję, że będzie inteligentny i w stanie poruszyć technikę i technologię, czy też chociażby serca czytelnika. Sam nigdy taki nie będę. Na pewno nie w tym ciele.



"Czerwona"

 Płynie powoli, nie spiesząc się nigdzie
Nie zasili już żadnego układu, zginie
Chociaż jeszcze drobnoustroje w niej płyną
To proces życia jej już powoli przeminął 

W układzie jak w mieście, czerwonych jest wiele
Płyną, spieszą, bo zadanie ważne mają, nie maleje
potrzeba ich produkcji, która zaczyna się i kończy 
W rurkach, w których Twoje życie wciąż krąży

Białe i czerwone, niczym flaga naszej ojczyzny
Chronią i zasilają, żyją i umierają, zaznając obczyzny
Choć ta kropla co Ci spływa, życia nie doda
Nie wiem, czy Ci jej ani trochę nie jest szkoda?

piątek, 18 października 2013

Pozytywnie, nie wyłączaj mi tego...

Impuls.
Drżenie.
Dryg.
Sam nie wiem co u mnie tworzy to wszystko, chciałbym się kiedyś dowiedzieć czego chcę naprawdę. Postanowiłem zmierzać do odległych celów, chociaż czy mi się uda? Zawsze mam alternatywę, nieraz gdy moje myśli chodziły tymi ciemniejszymi ścieżkami to mówiły: "Jak się nie uda, to można się zawsze zabić, no nie?". Przykre, ale prawdziwe. Mój umysł dostarcza mi wiele atrakcji emocjonalnych, które przeżywam raczej w środku, albo wypisuję na przykład tutaj.

Chociaż mój dzisiejszy impuls dotyczy czegoś bardziej pozytywnego niż zazwyczaj (biorąc pod uwagę, że większość moich tekstów jest związana ze śmiercią, smutkiem, samobójstwem i takimi tam). Tym razem pierwszy tekst można zinterpretować jak kto lubi, jak komu się podoba, jak komu się z czym skojarzy.





"Sad"



Przeistoczony chłodny wiatr, który za horyzont ścieka
Gdzie źrenica żadna nie dotrze, bo czas tam nie czeka
Dotarł do owej granicy ciepła i urodzaju, uderzył
Wesoło wzniecił liście do góry, przed nikim się nie krył

Wzdychająca młodość przeniosła swe upodobanie
Przerodziła się w uczucie, cóż za pozytywne zadanie!
W oczach wszelakich widać błysk, młodości żar
Który tylko czekał, aż wydać z siebie piękny dar

Piękny sad, który otaczał górę, na której owa granica była
Urodzajny, dorodny, nie bez powodu ogrodzony, tajemnica się kryła
W tamtejszej odsłonie smutków radość zastąpić miała
Choć nie na długo, to wiecznie i nieskończenie się starała

Każda istota ma owy żar, w sobie go nosi
Przyroda wewnętrzna, uczucie, to nie zaszkodzi 
Przypadkiem możesz tam trafić, albo i nie
Nie odsuwaj tego od siebie, błagam, nie.



Oczywiście muszę zawsze dać coś dla równowagi, temat oczywiście nawiązuje do zaburzeń suicydalnych, bo czemu nie? Ale trochę z perspektywy... psychologa? Może raczej osoby trzeciej, bo ze mnie dupa, a nie psycholog.

"Dar"


Zaakceptuj swój dar, ten który otrzymałeś a życiem się zwie
Nie próbuj się jego pozbyć, marnować czyichś łez, o nie
Czy wiesz, że są ludzie, którzy opłakiwać będą stratę?
Czy wiesz, że ktoś będzie czekać na Ciebie z kwiatem?

Czy sądzisz, że Twoje osobiste życie jest nic nie warte?
Że ludzie, którzy Cię kochają, to robią to w żartach?
Czy ludzie, których spotkałeś i na nich wpłynąłeś
nie są dla Ciebie wcale znaczący? Ty się na nich wypiąłeś?

Przemyśl swe życie, podsumuj co można zmienić
Przecież nie chcesz swego życia dosłownie wyplenić
Dlaczego wciąż patrzysz w dal i wyszukujesz powodów?
Żeby nie żyć? Żeby paranoję szerzyć? Dla czyich wywodów?

wtorek, 15 października 2013

Cisza


 Cisza, zna ją każdy. Niektórzy ją wyczekują, natomiast inni ją wręcz tworzą. Zaliczam się do ludzi, którzy tworzą ciszę. A to jest spowodowane tym, że jestem człowiekiem wolno myślącym, a do tego wstydliwym. Nie potrafię zgrabnie wracać do zakończonego wątku. Zawsze miałem kłopoty z rozmowami. Im ważniejsza rozmowa, którą miałem wykonać to dla mnie pojawiał się kłopot niemal nie do przeskoczenie. Z niektórymi rozmowami czekam nawet lata, a temat ciągle aktualny.
 Cisza... bardzo dużo złego stworzyłem swoją ciszą, chociaż może z perspektywy trzeciej osoby to nie wyglądało tak źle, to z mojej perspektywy to zawsze wygląda żałośnie. Niektóre sprawy wręcz wyglądają banalnie i mogłyby bez problemu zostać rozwiązane, ale blokada w mojej głowie nie jest taka banalna. "Walka o strzępek siebie, o wieczne nadzieje". Dzisiaj jest dzień, w którym Coma wygrywa w głośnikach, tak więc postanowiłem dodać utwór, który jako jeden z pierwszych zachwycił moje uszy i podziwiałem przez bardzo długi czas.








"Cisza"

Cisza rujnująca może być, składając swoją broń
Nie doceniasz jej, a gdy się pojawi, to pulsuje skroń
Czasem, gdy jej wyczekujesz, wręcz pragniesz
Wiesz, że ona nie przyjdzie - Ty jej nie dostaniesz

Natomiast zawsze gdy przechodzi z burzą
Wtedy wali się Twój świat, chwile się dłużą
Niepokój gości w Twym sercu nieszczęsnym
Patrzysz w ścianę, wzrokiem nieostrym - tępym

Gdy ona przeminie to mury pękają, a dłonie się łączą
Ulga nadchodzi, myśli już aż tak bardzo nie dręczą 
Wiesz, że smutek też przejdzie, ale wiesz, że wróci
Zawsze wraca, co się na wskroś nie znudzi to wróci

Natomiast gdy ona jest wybawieniem wiesz wszystko
Nie potrzebujesz innych osób, mówisz na nich brzydko
Dręczysz wtedy też innych zapominając o sobie
Zadręczasz też siebie, nie myślisz o drugiej osobie




Nieraz zastanawiałem się nad istnieniem. Nieraz myślałem o tym, żeby zostawić po sobie ślad. Chociaż w mojej podświadomości stworzyło się coś takiego, co mi mówi, że nie dożyję późnej starości. Sam nie wiem, zobaczę do którego momentu będzie dane mi przeżyć i jak moje życie będzie wyglądać. Nie chcę się nad tym zastanawiać, ale mój umysł chyba nie potrafi logicznie myśleć, zawsze drąży takie tematy. Zastosowałem taktykę wielu rzeczy do wykonania, zająć swój umysł. Skupić się nad wszystkim innym. Ale... każdy to dobrze zna. Wychodzi typowo.


"Istnienie"

Przechodząc przez swą gęstwinę myśli
Nieraz zastanowisz się, coś wymyślisz
Wejdzie Ci do głowy pomysł, sam się zrodzi
Istnienia Twego będzie w przyszłości dowodził

Przez czas i przestrzeń będzie się przebijać
By Twoją głowę do działania zaczął porywać
Choć powiesz nieraz, że nie widzisz sensu
Zapisuj to wszystko i chowaj do kredensu

Wiem, że nie wierzysz w siebie, w swoje istnienie
Choć marne, jak wiele innych, smutne masz brzemię
Ja Ci mówię, a Ty słuchaj, nie Tobie jest oceniać siebie
Bo wiesz, że Twoje zdanie nie liczy się, a moc w Tobie drzemie

Jeszcze raz powiesz, że nie dasz rady
Jeszcze raz zignorujesz wołanie swojej weny pięknej
Chociaż też chciałem skoczyć z balustrady
Zapisywałem moje wszelkie starania, aby było lepiej

Zastanawiając się ciągle nad swym losem
Będziesz mieszać w nim jak łyżką z bigosem
Przemierzaj góry, lasy, docieraj do sedna sprawy
Aby z Twych prac można było stworzyć dobre potrawy.

sobota, 12 października 2013

Świadomość, myśli, pierwsze wrażenie

 Kiedy kończy się świadomość? Czy wierzymy w to co myślimy? Czy wierzymy w to co widzimy? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Mogę jedynie próbować odpowiedzieć.

 Świadomość kończy się według mnie... chciałem napisać, że po przekroczeniu jakiejś granicy sennej, ale nie, jedynie kiedy świadomość się kończy to śmierć, albo utrata przytomności. Szczerze tylko parę razy utraciłem przytomność, chociaż parę razy szczerze z mojej głupoty, ale cóż. A śmierć... no nie wypowiem się zbytnio, bo nigdy nie umierałem, ale jak widać po śmierci jest mało przypadków, że wraca świadomość...

 Wiara we własne myśli. Tak, oczywiście, że tak. Ja wierzę głęboko w moje myśli, chociaż niektórych próbowałem się pozbyć, o tak, chciałem je wyprzeć z mojej świadomości, ale nie udało się, zawsze wracają. Postanowiłem niektóre myśli zaakceptować jako część mnie, może to dobry ruch, może nie? Nie wiem, dowiem się kiedyś. Ale ta walka przysporzyła mi wiele nieprzyjemnych chwil.

 Czy wierzymy w to co widzimy? A co nam innego pozostaje? A z drugiej strony taka wizja sytuacyjna... widzimy ładną kobietę, chcesz porozmawiać. Podchodzisz, a tu dowiadujesz się, że ona była kiedyś facetem. Odpychające? Ja nie rozumiem. Wiem, że chciała być bardzo kobietą, wierzę w to, dlatego jest teraz kobietą, więc dlaczego przeszłość ma dla Ciebie takie znaczenie?


Teraz dam tekst, którego przez bardzo długi czas się wstydziłem. Nie uważam za udany, ale chyba pasuje do tematyki, a może nie? Nie wiem, ale mam takie przeczucie.

"Tunel"

Ja wiem to co myślę, Ja wiem to co czuję
Ja wiem to co widzę, Ja wiem to co słyszę



Ja wiem to co myślę, Idę więc coraz głębiej
Nie wiem gdzie już jestem, Odsuwam się coraz dalej

 Ja wiem to co czuję, Nie wiem co będzie dalej
Zgubiony tak ja wędruję, Odnaleźć się ja nie umiem

  Ja wiem to co widzę, Ciemność wciąż mnie pożera
Więcej już nie odejdę, Słyszę skądś głos trapera

 Ja wiem to co słyszę, Kroki są coraz bliżej
Lecz twarzy wciąż nie widzę, Teraz jest trochę lepiej

  Osobnik ten to przyjaciel, Wyciąga mnie z tej otchłani
Wciąż ciemny jest ten tunel, Ale światło widać w dali

 Jestem już na zewnątrz, Mam teraz doświadczenie
Mój koszmar był tam wewnątrz, Szczęśliwe to odrętwienie. 

To miało dość specjalną interpretację dla mnie, ale czasy się zmieniają i teraz interpretuję to inaczej niż w momencie gdy pisałem to.

wtorek, 8 października 2013

Refleksje

  Tak więc przyszła pora na refleksje. Tak patrzę często na świat, a staram się w miarę obiektywnie... no dobra, nie patrzę obiektywnie, ale się staram... czasami. Mało wyrażam swoje zdanie, trzymam gębę na kłódkę, co czasami jest problematyczne, tak jak wczoraj miałem wyrazić swoje zdanie na dany temat, a ja... cisza, nie umiem mówić, ledwie jedno słowo powiem. Dopiero później, kiedy temat poszedł w zapomnienie doszedłem do wniosku, że "ej, to mi się podobało, to jest fajne!" Ale nie...


 No to zacznę od refleksji, które dotyczą pierwszych wrażeń, dlatego napiszę coś:


"Ona"

 Ona leżała sama w parku, pijana i zapomniana
choć szesnaście lat wciąż miała, była wygadana
 Lecz teraz nic nie powie, bo jest wykorzystana
Ze wstydem się obudzi, już nie będzie taka sama
 Przeszłość nie da jej spokoju, płakać będzie nocami
Tak więc skończy na drzewie, nie będzie jej już z nami.


Krótki tekst, ale pierwsze wrażenie jest zupełnie inne niż problematyka utworu. Po takich mnie najczęściej trafiają refleksje, że ten świat jest do kitu.

Teraz utwór, który dotyczy problemów trzeciego... i nie tylko, świata. Nie wiem co dalej napisać więc po prostu zacznę:

"Nędza"

 Spójrz jak wyglądasz, co się z Tobą dzieje?
Chciałeś mieć staż, teraz tylko chlejesz!
 Lufy już nie gasną, białe kreski w Twym pokoju
kompleksy Ci rosną, myśli masz jak w roju
 Zdechniesz będąc ćpunem, taplając się w łoju.
  Każdego dnia, gdy patrzysz w lustro
widzisz przeszłość, matka płacze z chustką.
 Na lustrze masz strzykawki, mieszasz je z wódą
zyskujesz zapomnienie, ale na krótko.
   Chciałeś być poczciwy, być normalny
robisz głupie miny, wciąż będąc poważny
 kupujesz ciągle więcej, nie masz już pieniędzy
stracisz życie prędzej, jesteś teraz w nędzy. 

niedziela, 6 października 2013

Uczucie

 Na pewno każdy miał uczucie bezradności, braku siły. Nie będę się pytać, bo wiem. Frustracja z powodu braku możliwości zmiany drobnych rzeczy, które później w głowie rosną do wymiarów "niemożliwe do przeskoczenia". Dlaczego tak się dzieje? I wiem i nie wiem. Nie chcę się zagłębiać w psychologię, bo nie tędy droga, a może właśnie tędy?

 Chodzi mi raczej o ukazanie, że każdy jest taki sam. Że każdy się czegoś boi. Każdy był kiedyś zdradzony, chociażby przez przyjaciela, który mówił "przyjaźń na całe życie", a chwilę później przekazywał Twoje sekrety dalej. Jak nie miałeś czegoś takiego, to z jednej strony zazdroszczę, a z drugiej współczuję, bo każde wspomnienie, to jest nowe doświadczenie, ale tylko jeżeli potrafisz wyciągnąć z tego wnioski.
 Sam się przyznam, że nie zawsze wyciągam wnioski z takich doświadczeń, wtedy pozostają pustym, smutnym wspomnieniem. Wielu rzeczy cholernie żałuję, a żeby tego było mało to ciągle popełniam jakieś chore błędy. Mówi się "jesteś tylko człowiekiem", ale czy od człowieka nie oczekuje się, żeby był ludzki? Żeby rozumiał i rozmawiał? Czy się nie oczekuje, żeby nie ranił?
 A jeżeli przekaże swoją prawdę w tak niekonwencjonalny sposób, że zrani niewinną osobę tym?
Smutno mi, że wiele moich przemyśleń idzie jak potok, płynie i rani brzegi. Rani je, osłabia, rujnuje. To tak jakby myśli niszczyły przyszłość. Wahanie się zaburzało coś, do czego dążymy. A także strach przed tym co powiedzą inni? To jest absurdalne, ale każdy tego doświadczył, czyż nie?


 Chciałem zamieścić tutaj opowiadanie, które miało przekazać przykład takiej sytuacji, ale nie dzisiaj. Wiem, że nie dałbym rady takiego napisać. Nie umiem ostatnio przekazywać jasno informacji.


"Zaufanie"

 


Zdradzona moja dusza, która rozdrała się na strzępy
Leży zmęczona w katuszach, upada na nóż tępy.
Wiecznie męczona, wielokrotnie oszukana
Jakby zgwałcona, patrzy na swego Pana.

Leżę w kącie i zamykam się w sobie wystraszony
Zanurzony w wodzie, nie chcę być oparzony.
Czuję jakbym swoje życie przegrał, moja duma odpada
Samotnie w tłumie się przechadzam, głowa mi opadła.

Boję się zaufać komukolwiek, boję się zdrady
Nie czuję się jak człowiek, krzywdząc niewinne ofiary.
Gdy wspomnę o tym, to nóż, na który dusza upadła
Wpada rykoszetem, krzywdząc innych, rana się zdarła.

Doświadczenie, które nabyłem, mówi "nie ufaj
Stracisz na tym szyję, budujesz sobie kraj,
W którym żyjesz, w Twojej głowie wizja,
Ale z tym się kryjesz, przeminie twoja herezja"

Lecz serce odpowiada: "Mnie ranisz,
Na głowę Ci upada? Dlaczego się boisz?
Tym razem będzie inaczej, to jest kto inny
Zaufaj, nie stracisz raczej, a nie będziesz winny"

Na pytanie: "Czy Ty mi ufasz?" Nie odpowiem nic
Moja głowa, to co szukasz, w ścianę będzie bić.
Bo to trudne słowa, nie znajdę teraz odpowiedzi
Gdzie moja odnowa? Dlaczego ranię tylko ludzi?




Wiem, że tutaj też tego dokładnie nie oddałem, ale cóż... każdy to inaczej zinterpretuje. Ja interpretuję to na swój sposób. Każdy tekst interpretuję na swój sposób.

sobota, 5 października 2013

Sen

"Sen, którego nie pojmujemy jest jak list, którego nie otwieramy"
~Talmud

   Swego czasu dużo czytałem na temat snu... snu świadomego i OOBE (Out-of-body-experience). Szczerze to ten temat mnie fascynuje i bardzo chciałbym doświadczyć "wyjścia" ze swojego ciała. Mówi się "zaraz wyjdę z siebie i stanę obok", ja myślę, że to możliwe, chociaż nie udało mi się to, może dlatego, że nie ćwiczyłem mojego skupienia systematycznie. Możliwe. A z kolei sen świadomy... tutaj zaczynają się schody. (Właściwie i dosłownie i w przenośni) Dlaczego? Ponieważ nieraz próbowałem to osiągnąć, ale w stu procentach nie kontrolowałem swojego ciała we śnie. Jedyne na co wpływałem to otoczenie albo moje zachowanie, ale nie mogłem iść tam gdzie chciałem. Znowu wychodzi brak mojego skupienia. Ale gdyby mi się udało kontrolować we śnie moim "ja", to spróbowałbym najpierw ogarnąć jak się poruszać w tym świecie, a następnie "przejść" w OOBE, bo podobno da radę przez sen świadomy. Chciałbym sprawdzić prawdziwość tej teorii.

 Jedyne czego doświadczyłem to fałszywego przebudzenia. To nie było specjalnie miłe, tym bardziej, że nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nie mogłem wstać, ani poruszyć się, to nie było takie jak nieraz doświadczam, gdy mi się po prostu nie chce. To było coś zupełnie innego. Mój umysł działał na dość wysokich obrotach, spojrzałem na zegarek, była 9:40. Chociaż chciałem, to nie mogłem wstać. Po chwili jakbym się obudził i od razu wstałem, wręcz wypadłem z łóżka, spojrzałem na zegarek i była 9:20. To było ciekawe przeżycie.


Opiszę teraz historię, którą gdzieś usłyszałem i postanowiłem przelać to na papier.

"Samobójca"



Czuję smród rzeczywistości, który łamie moje kości
usłyszałem niegdyś historię samobójców pewną teorię:

Pewien chłopak powiesił się na drzewie
Bóg go teraz nie chciał w niebie
Błąkał się po świecie pełnym drani
Widząc jedynie cienie ludzi z dali

Chodził samotnie, w szarym kolorze
widząc wszystko, mówił "Boże,

dlaczego jesteś tak bezwzględny?
Nie wpuszczając ludzi biednych...

Z tatuażem smutku żyją na tym świecie
bez szans na wyjście, gniją wreszcie
Gorzknieje smak zepsucia
pozostaje jedynie smak rozprucia"

Bóg na to niewzruszony
przeglądał ludzkie farmazony
samobójców karząc życiem wiecznym,
którego pozbywali się by czuć się bezpiecznym

Jak naprawdę jest, nie wiem wcale
przekonać się nie zdołałem
Po drugiej stronie nie byłem
ani tej teorii nie rozmyłem



Jak już jesteśmy przy temacie snów, to pozwolę sobie dodać jeszcze jeden tekst, który tym razem mi się przyśnił, a rano spisałem to na papier. Chociaż motyw dość znany i... no nie powiem lubiany, ale powszechny, to z pewnością.


"Pociąg"

 Jadąc pociągiem wprost przed siebie
Oglądam obrazy, ptak szybuje gdzieś po niebie
 Widzę z oddali tunel w górze
Czy tu właśnie umrzeć muszę?

Pociąg jedzie szybkim tempem 
Omijając wszelkie drogi pędem
Wjedzie zaraz do tunelu
Ja się boję jechać samemu

Pojazd wjechał
Ja tu jestem
Czuję strach
Ciemność wszędzie

Zawaliła właśnie się konstrukcja
Wszystkich przytomności pozbawiła erupcja
Część nie żyje, część się budzi
Kto się, do cholery, łudzi?

Obie strony zawalone
My jesteśmy w tym horrorze
Dzień pierwszy, drugi, trzeci
Słabną nam już wszelkie chęci

Dnia siódmego umieramy
Bez wody i jedzenia padamy
Czuję głuchą ciszę
Umierając... piszę

Widzę błysk światła w ścianie
Właśnie poczułem chęć na spanie
Oni przyszli ratować jeńców
Pogrzebanych żywcem więźniów

Ja umarłem w swoim lęku
Inni żyją w cichym jęku
Będą żyć ze swoim strachem
Póki nie zostaną pogrzebani piachem.

czwartek, 3 października 2013

Depresja

 Depresja to dość powszechny temat, w każdym razie w mojej głowie i nie tylko. Kiedyś mi się kojarzyła z zaburzeniem humoru, ale to nie to. Ale najpierw zajmę się tematem śpiączki, który u mnie się bardzo wiąże z depresją, chodzi o skojarzenie.
Dlaczego?
Bo jakiś czas temu gdy miałem dość skrajne myśli marzyłem aby wpaść w komę i zniknąć z tego świata, obudzić się za parę lat. Zobaczyć, czy ktoś będzie na mnie czekać, czy jeszcze miałbym wtedy jakąś przyszłość. Czy mógłbym żyć? Jak by ludzie zareagowali.

Ale nie, zacząłem się interesować, wchodzenie do tego stanu i konsekwencje, to doszedłem do wniosku, że lepiej umrzeć niż wpaść w śpiączkę na parę lat. Łatwiej. Z góry tylko wspomnę, że każdy mój utwór to jest tylko i wyłącznie moja wizja, nie musi się odnosić do realizmu.

"Śpiączka"

Wyobraźnia zakuta w łańcuchy. Niegdyś hasała wolna, bez przeszkód.
Natomiast teraz jedynie patrzy na muchy, uziemiona, otacza ją chłód.
Do astralu została wypchnięta przez śpiączkę, nieświadoma.
Została samotna, pochłonięta, gdy ciało osiągnęła koma.

Człowiek, do którego ona należała leży bez ruchu i świadomości.
Wyprany z myśli; noc go pożarła, nie ruszy ani mięśni, ani kości.
Nie zobaczy on łąki zielonej ani domu, nawet gór i lasu.
Ani barwy płomiennoczerwonej. Dla niego nie ma pojęcia czasu.

Jego wyobraźnia umarła wraz ze świadomością i snami.
Rana w brzuchu została, on nie zostanie z nami.  



Dzisiaj siedziałem na lekcji matematyki i naszła mnie pewna refleksja podczas słuchania piosenki, która nosi tytuł "Sól", wykonana przez zespół Fonetyka, który korzystał z poezji Rafała Wojaczka. Bardzo mi się spodobało więcej utworów, ale ten odcisnął pewne piętno u mnie...


"Depresja"

Ból w naszych głowach, tłumi nasze myśli
Niemoc w naszych nogach, kierunek im się myli
Myśl zgubiona, nie odnajdziesz jej już nigdy
Duma zgwałcona, nie odzyskasz jej już nigdy

Sznur w naszych dłoniach, zwiastuje zakończenie 
Ból w naszych głowach, tłumi zaskoczenie
Grób przy naszych stopach, do nas należy
Siła w naszych dłoniach, od nas zależy.