poniedziałek, 30 września 2013

Melancholik

   Niekiedy dochodzę do wniosku, że jestem melancholikiem. Za często patrzę w chmury zapominając o świecie, który jest tutaj. Przyzna, że mój świat - w głowie - jest znacznie piękniejszy niż ten, na którym przychodzi mi żyć. Tak jak dzisiaj. Stała się dla mnie dość ważna rzecz, muszę przyznać, aby być szczerym, taka rzecz, która raczej odmieni moje przyszłe życie, że wpadłem w... rodzaj euforii nieopanowanej, bo zrobiłem się bardzo beztroski. Cieszę się, że czasami tego po mnie nie widać, ale jestem wewnątrz wtedy roztrzepany i jakby w innym świecie. A to co jest tutaj to jakby mogło być, ale nie musiało, to przecież nie musi być prawdziwe, to co się dzieje dokoła, prawda?

No pewnie, że nieprawda! Ale czasami nie potrafię tego sobie powiedzieć. Jest mi... za błogo, aby powiedzieć sobie prawdę. Lubię taki stany. Coś ze mną nie tak?


Jak jestem w temacie melancholii to przypomniała mi się wyprawa na koncert Comy Symfonicznie, która odbyła się tego roku. Przyznam, że to był najlepszy koncert na jakim byłem. Tak żałuję, że byłem obstawiony tobołami, że nie mogłem iść całym ciałem, ale zapewniam, że byłem całą duszą w otoczeniu, bo znałem większość piosenek, a do tego podkład orkiestry symfonicznej. Wielbię te instrumenty. Wtedy odleciałem. Daleko. Naprawdę byłem w innym świecie.
  Jakbym wpadł w komę. Śpiączka na zawołanie. Ten stan u mnie trwał aż do powrotu na stare śmieci (trójmiasto), do tego byłem z człowiekiem, którego szczerze podziwiam pod względem jego poezji (Louvaine, albo Morris, jak kto woli), tak więc gdy wracaliśmy to nas wzięło.
 Siedzieliśmy w pociągu i nie mieliśmy dosłownie nic. Kasy, pieniędzy, budżetu, nic. Do tego około trzy dni bez snu. Podeszliśmy do pierwszego lepszego przedziału. Spytaliśmy się o długopis i kartkę. O dziwo zostaliśmy hojnie obdarowani w przerywający długopis, a kartkę zastąpił mój zeszyt. Piętnaście, może dwadzieścia minut i gotowe. Bo dlaczego nie? Swoją drogą to był motyw przewodni całego koncertu, "Why not?".


"Why Not?"

 W progresji porażek, w śmierciodajnej sile zdarzeń
coraz dalej bezpieczny brzeg, oddala się od marzeń
opuszcza bezradnie dłonie, myśli w szczątki rodziera
taniec śmierci wszystko pochłonie, lęk onieśmiela
przenajskrytsze pragnienie, pomóż mu Wielki Boże
daj zapomnienie - przecież gorzej już być nie może!

 Dlaczego nie spróbować? Mogę jeszcze żałować?
Kiedy odejdzie i dzień, progresja zapętli się.
Więc dlaczego nie spróbować, dlaczego nie?

 Dno niepięknej kontury, umieram wciąż próbując
chociaż brak mi brawury, zdycham tu rezygnując
oczy me cienie spowiły, leżę, analizuję 
ciągle braknie mi siły, powoli w środku gniję
dostrzegam mą duszę - ona pęka utrapiona
niezliczone katusze. Granica przekroczona. 



Tym razem tylko jeden wiersz, ale nad którym trzeba się zastanowić i zacząć analizować. Miłego dnia i wieczora. 

niedziela, 29 września 2013

Storyteller

 Niekiedy lubię się bawić w Storytellera. Lubię pisać opowiadania, może mi to nie do końca dobrze wychodzi, ale no cóż. Lubię. Tak samo lubię jakąś opowieść wkleić w wiersz, który może się przeistoczyć w poezję śpiewaną, tak jak Drwal, czy też Pociąg. Ale Pociąg tutaj nie zajedzie, nie dziś.


"Drwal"

Drwal w ciasnej chacie siedzi, z nikim się dziś nie spotka
Czuje bardzo wielki ból, który niszczy go od środka

 Zauroczony ciszą, nocą ciemną wśród drzew
Niedaleko domu swego, porusza się gdzieś krzew

 Szykuje się do drogi, odrzucając zwątpienie
Bierze topór swój i wyrusza po nadzieje

 Idzie szukać szczęścia drogą wprost przed siebie
Omijając pecha, patrząc gdzieś po niebie

 Choć długa droga przed nim, on ma swe nadzieje
Wiedząc, że to będzie kres to idzie przez zawieje

 Droga dłuży się, topór ciężki jest
Za długo na to czekał, więc zmęczony jest

 Skończył jak góra śniegu. Przykryty, pogrzebany
Lecz pod koniec był szczęśliwy. Drwal niepokonany

Szczerze, to chyba Drwal był moim pierwszym "wierszem", który mi się udał, właściwie mogę tak powiedzieć, bo spodobał mi się (a to jest już sukces), a do tego nie tylko mi. Następnym jest "Wilk", nigdy go nie dopracowałem, zacząłem pisać, chciałem coś więcej dodać, ale nie potrafiłem więc dodam to co mam.

"Wilk"

 Mógłbym tyle rzeczy zrobić, tyle słów ułożyć.
Jednak siedzę dzisiaj w nocy, wyszukując gdzieś pomocy.
 We śnie różne rzeczy widzę, różne rzeczy słyszę.
Nie pojmuję tego, ale nie zasypiam prawie wcale.
 Leżę całymi dniami, cienie widze przed oknami.
Strach ogarnia duszę moją, czy to samo będzie z Twoją?
 Wściekłość wzbiera, mą świadomość coś wyżera.
Nienawiść ciągle rośnie, moje ciało już nie spocznie.
 Wilk wydostał się na zewnątrz. Moja głowa boli wewnątrz.
Tracę zmysły, tracę głowę. Dłużej tak już nie mogę...!


 Postanowiłem dodać jeszcze coś na styl sonetu. To jest bardzo niewiadome, bo napisałem to parę dni temu, ale mi się nawet spodobało. Chociaż jest raczej głupie niż śmieszne, czy też mądre...

"Ona i on" (sonet)

 Szara twarz, która przez miasto idzie
Chciała spotkać kogoś, lecz gdzie indziej
Miasto suche i bez życia
Nie dla niej ta inwestycja.

 Mimo wszystko kogoś poznała.
Spędzała z nim czas od rana. 
Ona brzydka, a on głupi.
Ktoś ich kiedyś ukatrupi.

 Wyjeżdżają w świat co roku.
Unikają nienawiści grotu.
Zmieniają wciąż miejsce zamieszkania.

Uciekli w końcu do Sahary
Lecz zapomnieli wody, niezdary 
Zdechli w upale, jedząc korale.


Ostrzegałem, że głupie!

sobota, 28 września 2013

Natura

 Dość często zdarza mi się pisać, sam nie wiem dlaczego, o naturze. Nawiązuję zazwyczaj bezsensownie, a może i nie? W każdym razie napisałem coś dotyczącego właśnie niej. Pierwszy tekst tyczy się bardziej przyszłości, która prawdopodobnie nas czeka.


"Martwa"

  Gdy siedzę, to myśli moje niesie
marzę aby być teraz w lesie
  Siedzieć na zielonej łące
oglądać kwiatów tysiące
  Przenikać wzrokiem przez góry
Lecz dokoła widzę tylko rury

 W lektury zatapiam umysł swój
Widząc wyobraźnią kostrzew krój
  Patrzę na konary dębów i klonów
Których nie widziałem od lat milionów
  Zamknę książkę, rozejrzę lico
Zobaczę tylko budynki i szare licho

  Niewdzięcznie patrzę na martwą
Naturę zabitą przez człowika, rozdartą
  Zieleń betonem doszczętnie zalaną
Ludzie naturę doszczętnie rozwalą
  Ptaki wyginęły, a morza wyschły 
Siedzę rozdarty; koniec ze wszystkim.


Drugi tekst dotyczy wiosny. Sam nie wiem czym się kieruję pisząc o naturze. Ale chyba to ma związek z moją szkołą, która zmienia moją podświadomość. Niedobra szkoła zapełnia mój umysł takim ekologicznym spamem. Chociaż niewiele na to poradzę, nawet średnio mi się podobają te teksty, ale i tak tutaj wrzucam, może dlatego, że nikt tego nie czyta?


"Wiosna"


Gdy wzrok uniesie się ku górze,
zobaczysz, że tam nie rosną róże.
Oślepi Cię jasny blask,
słońca poranny brzask.
Natomiast gdy przypomni się świat,
zawieje delikatny, chłodny wiatr.

Roztargnione rozterki odejdą,
po drzewach chłodne słowa przejdą.
Zahaczą o liście skąpane w bladym słońca blasku,
skrępowane ciszą - wzlecą, bez krzyku i wrzasku.
Pomruki wiosenne przejdą niechętnie
Zabierze zimy tron, oddając w zamian natchnienie.

Świat do życia się przebudzi,
choć nieraz się przez niego pobrudzisz,
Lecz teraz nie liczy się swoboda,
lecz jedynie duchowa odnowa.
Wiele się rzeczy stanie, odejdzie również
Ale Ty idź dalej, odegnij kołnierz.

piątek, 27 września 2013

Wielka Improwizacja

  Tak więc zaczynając to postanowiłem zacząć prowadzić "blog", ale z nastawieniem na swoje przemyślenia, które zazwyczaj nigdzie się nie nadają, a także zamierzam zamieszczać krótkie opowiadania i pseudo poezję jaką mam okazję czasami przez przypadek tworzyć.

Słowem wstępu mogę jeszcze powiedzieć, że wiele z tych informacji może być mało czytelna, lub też może się nie podobać. Proszę się tym nie przejmować, zazwyczaj drugi raz nie czytam tego co napisałem.



 Skąd pomysł? Zrodził się, nie do końca samemu, ale w końcu sam piszę, ale nie wiem po co.


A żeby się nie nudziło to zapiszę tutaj coś, co napisałem dość dawno temu, ale mi się spodobało.


"Prawda...?"

 Przez drogę szukając prawdy, rozkładając ręce 
odmienności oraz rady, wyszukując prędce
 Drogą łgarstwa przemierzając sam
Przerzucając kłamstwa 
Chowając tam...

 Wiedząc jaka czeka mnie droga zniszczeń i zakazów
Czy załamię się? Nie...
Rozłożę skrzydła rozkładów
 Zatruję ten świat zakłamany w sobie
Pozbawiając strat wysyłając Tobie...

Prawdę, która jest naszym sprzymierzeńcem



A dla równowagi coś mniej pozytywnego...


"Śmieć"

 Spadł śmieć z szóstego piętra
   Nikomu niepotrzebny
Spadł sobie, samotnie
   Nikomu niepotrzebny
Spadł niewzruszony
   Nikomu niepotrzebny
Spadł zbędny sobie
   Nikomu niepotrzebny

Dla Ciebie on nie ma znaczenia
Spadł, więc nie widziany przez nikogo
Kiedy spadał, to nieliczni go widzieli
 ~Ktoś posprzątał

Nikt go nie opłakiwał
Zagrzebany wśród innych śmieci
Leżeć tam będzie przez wieki
Nikomu niepotrzebny, jak Ja i Ty.