wtorek, 29 września 2015

Pierwsze wyjście z mroku

Tak... kolejny tytuł zahaczający o twórczość Comy, która dzielnie towarzyszyła mi przez ostatnie kilka... lat? Boże, człowiek coraz starszy się robi, a nawet tego nie zauważa. Ile to się zmieniło od czasu, kiedy byłem zagubionym dzieciakiem i nie wiedziałem co robić w obliczu trudności jakie życie szykowało dla mnie? Wystarczająco dużo, żeby dowiedzieć się niektórych odpowiedzi.

Teraz muszę przyznać, że życie to jedna wielka sinusoida nastrojów. Raz są górki, raz dołki. Każdy człowiek tak ma. Najgorzej jak ich amplituda zaczyna drastycznie wzrastać, a okresy między górkami i dołkami zaczynają (w zależności) albo wydłużać się lub skracać do minimum. I tak źle i tak niedobrze.

Niedługo skończę dwadzieścia jeden lat. Zrobiłem się dorosły. Mieszkam sam i odbijam się od czterech kątów. To studia, to praca. Życie. Jak wielu innych ludzi. Czy mi z tym dobrze? Nie jestem do końca przekonany. Czuję, że czegoś mi tu brakuje, jakby niewidzialna siła kazała mi odbijać się od wszystkiego na czym mi zależy. Teraz wiele z tych rzeczy, tudzież ludzi, odeszło.
Ciekawe, bo powinienem czuć siłę, jestem zdrowym, dorosłym mężczyzną, prawda? To czemu siedzę  w pokoju i narzekam na świat? Czy tak wygląda dorosłość? Nie o taką dorosłość walczyłem.


Choć niegdyś niebo mówiło mi gdzie mam iść
Niemal każde drzewo miało cudowny, unikalny liść
Czasem zwierze przechodziło przez drogę
A ja tylko się mierzę ze sobą ze wzrokiem w podłogę

Wręcz nieziemsko zagubiony, bez celu i nadziei
Wewnątrz niezaspokojony, nic się wręcz nie klei
Brak mi brawury, żeby ten stan całkowicie zmienić
Potrzebuję obłudy, aby wyjść z tej chorej bieli

Dlaczego myślę, że to wszystko jest nieprawdziwe?
Chociaż w mym umyśle zjadam te jabłko urodziwe
Czy to nie jest cały sens, jaki dane mi zaznać?
Spokój w głowie, jakby trans, czy muszę to oddać?

Więc co jest ze mną nie tak? Spokój zasila mój niepokój?
Czuję jakbym grał nie w takt, jakbym wszedł w wewnętrzny bój.
Wyszedłem z mojego rytmu, jakbym nigdy już nie miał wrócić
Jakby mi brakowało algorytmu, muszę to wszystko rzucić.

Kolejny dzień

Kolejny dzień.

Wstaje, nie pyta się o to czy jest odpowiednia pora. Wpada bez pytania. Rozpoczyna się i nakazuje do działania. Bo przecież każdy ma swoje obowiązki, każdy musi coś robić… chodzić do szkoły, pracy, sprzątać, gotować, naprawiać.

Do tego pogodny dzień nakazuje być uśmiechniętym, prawda? Uśmiechnij się, jest przecież pogoda. Ile razy to słyszałeś?

Szczerze mówiąc wolę jak jest pochmurnie, mgliście i są przelotne mżawki, wtedy nie muszę zakładać maski ze sztucznym uśmiechem i mogę być swobodnie ponury. Mimo, że mi się często nie chce iść. Przecież wygodniej jest poleżeć, prawda? Posłuchać muzyki, poczytać książki, nic nie robić, to i tak życie nakazuje coś robić i wracamy do punktu wyjścia. Kolejny dzień się rozpoczął.
A co jeśli utraciło się sens? Co jeśli ktoś nie ma nic do roboty? Owszem, chwila wytchnienia jest bardzo pożądana, ale ta chwila kiedyś musi się skończyć, żeby człowiek nie oszalał. Takie jest moje stanowisko. Niemniej kiedy brakuje sensu w sensie, człowiek gubi się w swoich czterech kątach i nawet wygodne ułożenie się na łóżku nie pomaga. Muzyka już tak nie cieszy. Książki nie zachęcają swoimi kolorowymi treściami.


Dzień dobry. Nastał kolejny dzień.



Pomiędzy mną, a dniem rośnie niezrozumienie
Potyczka z cierniem, stracone odkupienie
Niepiękna natura, która świat spowija
Całkowita struktura, niszczeje, rozwija
Wewnątrz piękny głos, niestrudzony i cichy
Niczym źdźbła kłos, pełen nędznej skruchy
Pomimo porażek i snów, potykam się o swój grób
Mijam myśli i gry słów, na zewnątrz jakby trup
Niepiękna natura, która świat spowija
Wieloletnia aura, każde myśli upija
Czy się odnajdzie nieistotny sens?
W wewnętrznym rozpadzie, jak życia kęs
Nie istnieje już wcale piękny, istotny sen
Marzenie nie zniknie, gdy zapada REM
Nocą, piękną, spokojną, gdy gwiazdy lśnią
Wyznaczam swą cechą, kiedy mi zabronią.