niedziela, 29 września 2013

Storyteller

 Niekiedy lubię się bawić w Storytellera. Lubię pisać opowiadania, może mi to nie do końca dobrze wychodzi, ale no cóż. Lubię. Tak samo lubię jakąś opowieść wkleić w wiersz, który może się przeistoczyć w poezję śpiewaną, tak jak Drwal, czy też Pociąg. Ale Pociąg tutaj nie zajedzie, nie dziś.


"Drwal"

Drwal w ciasnej chacie siedzi, z nikim się dziś nie spotka
Czuje bardzo wielki ból, który niszczy go od środka

 Zauroczony ciszą, nocą ciemną wśród drzew
Niedaleko domu swego, porusza się gdzieś krzew

 Szykuje się do drogi, odrzucając zwątpienie
Bierze topór swój i wyrusza po nadzieje

 Idzie szukać szczęścia drogą wprost przed siebie
Omijając pecha, patrząc gdzieś po niebie

 Choć długa droga przed nim, on ma swe nadzieje
Wiedząc, że to będzie kres to idzie przez zawieje

 Droga dłuży się, topór ciężki jest
Za długo na to czekał, więc zmęczony jest

 Skończył jak góra śniegu. Przykryty, pogrzebany
Lecz pod koniec był szczęśliwy. Drwal niepokonany

Szczerze, to chyba Drwal był moim pierwszym "wierszem", który mi się udał, właściwie mogę tak powiedzieć, bo spodobał mi się (a to jest już sukces), a do tego nie tylko mi. Następnym jest "Wilk", nigdy go nie dopracowałem, zacząłem pisać, chciałem coś więcej dodać, ale nie potrafiłem więc dodam to co mam.

"Wilk"

 Mógłbym tyle rzeczy zrobić, tyle słów ułożyć.
Jednak siedzę dzisiaj w nocy, wyszukując gdzieś pomocy.
 We śnie różne rzeczy widzę, różne rzeczy słyszę.
Nie pojmuję tego, ale nie zasypiam prawie wcale.
 Leżę całymi dniami, cienie widze przed oknami.
Strach ogarnia duszę moją, czy to samo będzie z Twoją?
 Wściekłość wzbiera, mą świadomość coś wyżera.
Nienawiść ciągle rośnie, moje ciało już nie spocznie.
 Wilk wydostał się na zewnątrz. Moja głowa boli wewnątrz.
Tracę zmysły, tracę głowę. Dłużej tak już nie mogę...!


 Postanowiłem dodać jeszcze coś na styl sonetu. To jest bardzo niewiadome, bo napisałem to parę dni temu, ale mi się nawet spodobało. Chociaż jest raczej głupie niż śmieszne, czy też mądre...

"Ona i on" (sonet)

 Szara twarz, która przez miasto idzie
Chciała spotkać kogoś, lecz gdzie indziej
Miasto suche i bez życia
Nie dla niej ta inwestycja.

 Mimo wszystko kogoś poznała.
Spędzała z nim czas od rana. 
Ona brzydka, a on głupi.
Ktoś ich kiedyś ukatrupi.

 Wyjeżdżają w świat co roku.
Unikają nienawiści grotu.
Zmieniają wciąż miejsce zamieszkania.

Uciekli w końcu do Sahary
Lecz zapomnieli wody, niezdary 
Zdechli w upale, jedząc korale.


Ostrzegałem, że głupie!

1 komentarz:

  1. Skojarzyło mi się z ty: http://kamilaciesielska.blogspot.com/2011/02/z-dedykaja-dla-zakochanych.html :D:D:D:D

    OdpowiedzUsuń