Dzisiaj niemal cały dzień spędziłem jeżdżąc po Polsce. Tak wyglądał ostatni dzień moich wakacji, które były niesamowicie długie, szczerze mówiąc to drugie wakacje pomaturalne. Nigdy więcej nie zamierzam powtórzyć czegoś takiego. Przede wszystkim za dużo wolnego czasu i człowiek się strasznie rozleniwił, nawet jeżeli znalazł pracę na dwa i pół miesiąca. Nawet jeżeli to była praca, gdzie robiło się ponad 70 godzin tygodniowo. Mimo wszystko się rozleniwiłem.
Ale wracając do wątku, dzisiaj miałem przed sobą nietypowe zadanie. Miałem być przez połowę drogi pasażerem, żeby wrócić autem do domu. Tak się kończy kupowanie auta gdzieś w środku Polski. Około czternastej rozpocząłem swoją ponad czterysta kilometrową przejażdżkę. Nie była to pierwsza taka długa jazda w moim życiu. Ba, nawet w przeciągu miesiąca. Zaledwie dwa tygodnie temu wracałem zza Warszawy w ledwo poznanym aucie. Dzisiaj zresztą tak samo. Tak wygląda bierność i atut posiadania prawa jazdy. Dobrze, że chociaż kocham jeździć. Niemniej to potrafi zmęczyć.
No i przede wszystkim pojawia się mętlik myśli, które towarzyszą w podróży. To niesamowite jak bardzo jestem zależny od muzyki. Humor może się niewiarygodnie zmienić pod wpływem różnych piosenek. Tak jak na początku mojej pięknej playlisty leciał stary rock, to przyznam, że jazda była przyjemna, lekka i dobrze się zapowiadała. Pomimo problemów z adaptacją do nowego, dla mnie, auta i ciężkiej kierownicy. Potem przyszedł czas na grunge, który osobiście wielbię i depresyjny rock. Wtedy nic nie pomoże. Nastrój upadł, a moja radość uleciała, nie mam pojęcia dokąd. Może przesadą byłoby pisać, że zapoczątkowały się odruchy czy myśli suicydalne, bo wiem, że mam zawsze kontrolę nad tym co robię. Nie zamierzam tracić panowania nad sobą, bo to może być przetragiczne w skutkach. Jednak trzeźwość jest przywilejem i zacząłem ją doceniać względnie niedawno. Ciekawe, że odkrycie takich elementarnych rzeczy musiała zapoczątkować nieodwracalna rzecz. Utrata najważniejszego orędownika w moim życiu.
Drogi "K", zanim odjedziesz tam, gdzie nie będę szukał cię.
Powiedz jak po krętych drogach poruszać się?
Wielki K odjechał, chociaż wcale nie był K, ale to już nieistotne, prawda?
Jakiś czas temu spytałem się pewnej osoby jak by określiła, albo co by zawarła pod sztandarem "psychodeliczna ballada". Otrzymałem nietuzinkową odpowiedź: spowiedź wariata. Zdziwiłem się tokiem myślenia, ale podchwyciłem to i próbowałem coś napisać. W ten sposób powstał tekst pod tytułem Spowiedź Sekułowskiego. Mężczyzna był bohaterem książki Lema: Szpital Przemienienia. Nawet dałem ten tekst tutaj pod postem "Człowiek Człowiekowi Człowiekiem". Nigdy go nie dokończyłem, chociaż w głębi czuję, że powinienem, czegoś tam brakuje, ale nie potrafię. Czuję blokadę, wiem, że mógłbym, bo znam przecież dalsze jego losy, a jednocześnie czy to byłaby nadal jego spowiedź jak ujmie nieco więcej, niż to z czego mógłby zdawać sobie sprawę?
Nieistotne. Zbyt wiele rzeczy jest nieistotne, a mimo wszystko nad nimi się roztkliwiamy. Najbardziej deprawują naprawdę głupie fakty. To jest smutne, a jednocześnie ciekawe. Jak bardzo człowiek może emocjonalnie zareagować na totalną pierdołę? Bardzo. Jak głęboko może człowiek się zakopać w sobie bez przyczyny? Głęboko.
Ale mimo wszystko wierzę, że tam gdzie sam siebie zaprowadziłeś, stamtąd sam musisz wrócić.
Gdzie odnajdę ten bezpieczny brzeg, który się ciągle oddala?
Ile czasu minie, nim każdy krzew myśli moich przestanie wypalać?
Niebezpieczne fale strachu zalewają mnie, wypuszczam powietrze
Zatapiając smutek, moją duszę zniewalając, wyniszczając wnętrze
Moja głowa płonie pod skutków niezliczonych wieści szczegółów
Niknie moja radość i ubytków mojej szczerości względem ogółów
Niepięknej wyroczni wobec bezwzględności i wiecznego strachu
Pomimo mojej ulotnej wytrwałości, wychodzę, grzęznę w piachu
Sen jest coraz dalej, zabiera całą wenę i wiarę i dobry wiatr
Znudziłem się każdej istocie wszechwiecznej, usechł ostatni kwiat
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz