A więc nadszedł ten dzień. Dzisiaj zdałem sobie z czegoś sprawę.
Pojechałem na pocztę. Tak, samochodem. Tak, jestem leniwy. Ale potem miałem jechać do Gdyni, więc była jakaś wymówka. Odebrałem przesyłkę. Pojechałem do siostry i jej chłopaka. Porozmawialiśmy o tym jak było w Szkocji. Od tamtego czasu się z nim nie widziałem. Było trochę do przegadania, no nie? Zrobiliśmy pizzę, potem obejrzeliśmy The Walking Dead, kolejny sezon, kolejny odcinek. Cliff hanger. Jakoś mnie to nie dziwi. Serial powoli upada, to próbują jakimś sposobem utrzymać widzów. Udaje im się.
Ale nie o tym chciałem. Chodzi o przesyłkę. Z okazji dnia, który przypomina mi, że coraz bliżej mi do śmierci (urodzin) postanowiłem kupić coś, co planowałem od jakiegoś czasu. A mianowicie zbiór wierszy Rafała Wojaczka. Tak więc nawet pozwolę sobie zacytować jeden wiersz, moim zdaniem jeden z lepszych, ale to niżej. Tak przeglądałem ten tomik i uśmiechnąłem się do siebie. Tak, staję się jednym z tych, z których śmiałem się jakieś dziesięć lat temu. Uczę się coraz lepiej (może nie logarytmiczne, a raczej bardzo powoli - jakby to miało zostać przedstawione na wykresie). Czytam wiersze. Zamykam się w sobie. Jestem dla innych jak księga skryta na strychu. Każdy wie, że gdzieś tam jest, ale nikomu niepotrzebna. Tylko czasami wołam o to, żeby ktoś mnie przeczytał. Przykre? Może odrobinę, ale tak właśnie wygląda życie dorosłe. Nie prosiłem o to, ale akceptuję. Zawsze się dostosuję.
Jestem ciekaw na ile moje wiersze zdają się do czytania. Owszem, nie jestem poetą. Daleko mi do takiego Wojaczka, Roguckiego, Bursy, Leśmiana, Tuwima czy Morrisa. Staram się na tyle ile mogę, czyli niewiele.Jestem równie ciekaw ile po mnie zostanie.
Nie mam prawa stawiać mojego wiersza, obok wierszy Mistrza, więc...
Początek wiersza
Śmierć
(Kto widział od takiego słowa zaczynać wiersz
Nie lepiej od razu
Się powiesić)
Piszę Miłość
dla ciebie piszę miłość
ja bez nazwiska
zwierzę bezsenne
piszę przerażony
sam wobec Ciebie
której na imię Być
ja mięso modlitwy
której Ty jesteś ptakiem
z warg spływa
kropla alkoholu
w niej wszystkie słońca i gwiazdy
jedyne słońce tej pory
z warg spływa
kropla krwi
i gdzie Twój język
który by koił ból
wynikały z przegryzionego
słowa kocham
Ptak, o którym trochę wiem
Patrzy na mnie moja twarz odbita w chmurze
mgły, co wyszła mi z ciała przez szpary w powiekach.
A to jest mgła krwi i już za horyzont ścieka.
A mój wydech co także jest krwią, tylko suchą,
jest wiatrem pionowym co jeszcze zakotwiczony
w róży płuc jest łodygą krążącego ptaka.
Lecz że ziemia się właśnie odwrotnie obraca
obracają się we mnie płuca aż przez usta
wyszarpną się spomiędzy żeber niby chustka.
Więc póki jeszcze jest niebo, moja twarz rozległa,
póki nad horyzontem krew świeci jak jutrzenka,
póty ptak zna miarę swego wywyższenia.
Lecz już, choć o tym nie wie, powoli przecieka
spod tamtego pod ciasne niebo, już pod moją
powieką się rozpływa w ciężki jak całun obłok.
Żyję nie widując gwiazd
żyję nie widując gwiazd
mówię nie rozumiejąc słów
czekam nie licząc dni
aż ktoś przebije ten mur
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz