Październik rozkwita. Drzewa zaczynają gubić swoje odzienie. Otoczenie nam niezmiernie smutnieje i poranki są coraz bardziej szare. Oczywiście tutaj jest znacznie bardziej żywo, niż w Aberdeen, mieście w północnej Szkocji, gdzie spędziłem wakacje. Tam domy były niezmiernie szare, rano mgły, częste mżawki, niemal codziennie pochmurno, a noce wręcz zimne. Tam, żeby wyjść z domu musiałem zakładać dwie bluzy i dwie podkoszulki, a wychodziłem wcześnie rano. Ja, który jest zimnolubny. Mimo wszystko nie narzekam i nie zamierzam. Widoki mnie niesamowicie zachwyciły. Poczułem, że kocham Szkocję. Czułem to już od dawna, a dopiero w te wakacje mogłem spełnić się przylatując tam.
Pierwszy lot, pierwsze zetknięcie z UK. Mimo wszystko nie zostałem pozostawiony na pastwę losu. Miałem ze sobą przyjaciół, którzy mnie wspierali, no i się troszkę zadłużyłem, żeby tam nie przepaść, ale na szczęście wyszedłem na prostą. Dałem radę przeżyć i nawet spotkać się z innym przyjacielem, Morrisem, o którym wspomniałem wcześniej. Tym razem pojechaliśmy do Edynburgu. To była wypadkowa różnicy naszych odległości.
Wcześnie rano wstałem i wyjechałem z dalekiej północy, natomiast on już w nocy wyjeżdżał z Anglii. Z początku był problem z komunikacją i odnalezieniem się, ale udało się. Przez długi czas debatowaliśmy na temat naszych osiągnięć i porażek, ale w sumie nie o tym powinienem pisać. Zachwycił mnie widok z Calton Hill. Cała panorama Edynburgu ukazała się przede mną. Dla takich chwil jeszcze żyję. Najlepsze było kiedy w nocy i lekkim upojeniu alkoholowym patrzyłem na ten widok i przyszła wena dając kolejny, wspólny wiersz. Później był efekt uboczny alkoholowych eskapad i na ów górze postanowiłem wspiąć się na National Monument. A potem nagle stała ziemia zniknęła, a grunt był twardy, następne dwa tygodnie nie należały do przyjemnych. Ale niczego nie żałuję. Zawsze musi być cena radości. Nawet jeżeli ta cena jest spowodowana przez głupotę.
Panorama Światłocienia
Za okowami światłości zamglone
Miasto w ciemności zagubione.
W swojej ciszy, w nieporządku.
Nic się nie liczy, oprócz wątku
Świata, który nie śpi i nie budzi.
Nawet jeśli boskość znudzi
W wyklętej samotności,
W niepojętej, śmiertelnej codzienności.
Aby dzielniej i dalej, tak krucho i bez siły,
W szepcie szaleństw snów, co się nie spełniły
W gonitwie marzeń cichej mocy,
W pieszczocie brzytwy, co skórę otoczy.
We wpisanym człowieczeństwu pokłonie
Nie odpuszczę, nie zasnę. Całe miasto płonie.
Czy zamilknę, czy zasnę,
W nierealny taniec pokieruję kroki mych stóp.
Zrzucam kaganiec i przekraczam cień wrót.
Oddaję się ciszy, oddaję bez wyjątku.
Nic się nie liczy, oprócz wątku.
Umieram przebudzony w roli bluźniercy.
Tej nocy połączeni Bogowie, niewielcy.
Tej nocy zaklęci Bogowie w ciemności.
Jesteśmy przeklęci w naszej boskości.
Nie zbawi nic, prócz siły i mocy.
My słabi oddajemy się Nocy.
W ciemności splątane owoce
Tej nocy uwielbiane, gdy w tym tańcu jak larwa szamocę,
Ja wiję się brudny w skazie doskonałości.
Żywot Boga nader trudny, jednak bez litości
Tyś ma zguba, Tyś jedyna.
Zawsze druga. Czterolistna koniczyna.
Nie istniejesz i nie żyjesz.
Nawet, gdy się śmiejesz i triumfujesz
Jestem Panem mirażu Twojej woli.
Tej nocy wszystko się pierdoli.
REWELACYJNE!
OdpowiedzUsuńchociaż bardzo absurdalne :D
REWELACYJNE!
OdpowiedzUsuńchociaż bardzo absurdalne :D