poniedziałek, 12 października 2015

Cel?

Już środek świeżego miesiąca. Początek jesieni, przygotowanie do zimy, chłód za oknem, złote liście, grubsze ubrania.

Zawsze jesień, a następnie zima, kojarzyły mi się z brakiem natury. Wtedy zostają tylko zimozielone roślinki, a reszta hibernuje się, ucieka od chłodu i zostaje, jakby martwa, szara, bezbarwna. Za każdym razem jak wychodziłem, to tylko szare blokowiska, bądź o wyblakłych kolorach, no i oczywiście trochę technologii, szybko mknące auta, które uciekają z rozdrażnionymi kierowcami. Ciekawe, zawsze jesień i zima kojarzą mi się ze stresem, nieodgadnionym napięciem. Pewnie kilku psychologów miałoby swoje osobiste teorie, ale nie miałbym pewnie ochoty ich słuchać. Cokolwiek by nie wymyślili, niewiele by mi to pomogło.

Noce coraz dłuższe, a dni coraz ciemniejsze. Kiedyś uważałem to za naprawdę przyjemny czas. Zima. Pierwszy śnieg. Aż mi się przypomniało, kiedy ja, taki mały srul, który stoi przy oknie z uśmiechem od ucha do ucha i patrzy na to jak mieni się śnieg w blasku pomarańczowego światła latarni. Przyznam, bardzo podobał mi się ten widok. Do dziś mi się podoba. Tak samo kiedy idę przez szpalery drzew i powoli prószy śnieg. Przyjemne uczucie. A teraz człowiek ma znacznie mniej czasu, żeby zastanowić się nad takimi prostymi rzeczami. Interesują go mało ciekawe sprawy. Wiem po sobie, po jaką cholerę miałbym się interesować prawem, polityką czy też gospodarką jakbym był nagle pozbawiony rozterek i przeszłości? Nie znajdę odpowiedzi na to pytanie.

Kiedyś miałem konieczność szukania pytań, zamiast odpowiedzi. Z początku bardzo spodobała mi się ta zależność, ale co nie znaczy, że to była dobra droga. Po jakimś czasie nie miałem ochoty sprawdzać co się kryje za którymś rogiem, nie chciałem znać pytania, a co dopiero odpowiedzi na nie. Chociaż przyznam, że ten nawyk został mi do dziś, myślę, że każdy w mniejszym czy większym stopniu najpierw szuka pytań, a później odpowiedzi. Najprostsze filozoficzne pytanie, na które przyjdzie mi całe życie, żeby odpowiedzieć: Czym jestem?

Zacząłem zastanawiać się po jaką cholerę robię ten blog. Wiem z jakim zamysłem go zacząłem, ale ten plan już dawno upadł i nie wyszedł. To był rodzaj terapii, około dwa lata temu, kiedy potrzebowałem wsparcia, prawdopodobniej, najbardziej to moja psycholog doradziła mi stworzenie czegoś takiego. Blog. Pamiętnik. Myślodsiewnia. Miejsce, w którym mógłbym wysłać najdziwniejsze myśli, tak, żeby nie dławiły mnie wewnątrz. Przyznam, że na początku chciałem dzielić się wszystkim co miałem w głowie, chociaż moje podejście było dość negatywne, to i tak rozpocząłem moją wędrówkę. Depresyjne myśli, bo tylko takie mi towarzyszyły, przemyślenie głębokie niczym kubek kefiru i próba starcia sam na sam z poezją, która właściwie wciąż trwa. Szczerze przyznam, że to daje naprawdę dużo radości. Chociaż to nie jest odpowiednie słowo, prędzej satysfakcji. Dzielenie się swoimi przemyśleniami za pośrednictwem tkania słów na wzór artystów, którzy prowadzili mnie przez jakąś część swojego życia. Chociaż większość tych utworów nadaje się jako podpałka do grilla.

Tak więc moja terapia trwała dobrych kilka miesięcy. W sumie, całość trwała ponad trzy lata, to dopiero ostatnie miesiące to były najgłębszą parabolą, która mnie czekała. Głównie dlatego, że sam się nakręciłem na to wszystko. Od tamtego czasu wiem, że to człowiek ma kontrolę nad tym co myśli, nad tym jak wszystko przebiegnie, ma możliwość zapobiegnięcia wielu nieprzyjemnych myśli, tylko nie zawsze ma siłę. To jest najsmutniejsza, no i zresztą najprostsza prawda, którą dane było mi poznać. Ale tutaj pojawia się pytanie, czy chcę pozbawić siebie empatii? Ukryć się za maską, która będzie mnie chronić przed dobrem i złem? Odpłynąć na bezpieczny brzeg, z którego powrót będzie dostatecznie ciężki, że nie będę chciał spróbować? Nie jestem pewny. Dlatego byłem i nadal pozostaję dość emocjonalnym człowiekiem. Nie mam siły, żeby zapanować nad sobą, bo nie chcę tej siły.

Dzisiaj nie będzie namiastki poezji. Zresztą nie wiem dlaczego zazwyczaj dodaję swoje wypociny, nie widzę w tym celu, ale mimo wszystko to robię. Tak jak robili to inni przede mną. Może da jakiś cel?


I tak naprawdę, jaki jest cel tego wszystkiego?

2 komentarze:

  1. ... może po to, by znaleźć w sobie tego srula? :D

    Uwielbiam to słowo!

    OdpowiedzUsuń
  2. ... może po to, by znaleźć w sobie tego srula? :D

    Uwielbiam to słowo!

    OdpowiedzUsuń