Tak więc Listopad się kończy. Przed nami jeszcze tylko jedenaście miesięcy zanim ten podstępny skurwiel wróci i wywróci nam humory do góry nogami, ale wraz z nim wrócę i ja, Człowiek Melancholia. Wraz z nowymi przegryzionymi, zaropiałymi, przebrzydłymi i nieidealnymi przemyśleniami oraz z nową dawką depresyjnych tekstów.
Wraz z listopadem kończą się moje wpisy na ten rok. Wiem, że i tak nikt tego nie czyta i to jest tylko dla mnie, ale jakoś lepiej mi się robi, jak wylewam z siebie niepiękne smutki. Przynajmniej mam wrażenie, że część mnie, jak w Harrym Potterze Voldemort, przetrwa pod postacią internetowych horksuków cząstka mojej duszy zapisana w rymowanych jesiennych przemyśleniach. Nieistotne czy ktoś to odnajdzie, istotne, że przetrwa, prawda? Taki jest cel, znaleźć drogę do nieśmiertelności. Tak, robię się nudny, bo po raz kolejny mówię o tej mrzonce, ale miło by było jakby moje nazwisko przeszło pod postacią kilku tytułów do historii i przeżyło mnie. Ale żeby to osiągnąć trzeba od siebie dać wiele, czytać i pisać, w każdym razie w tej drodze, którą ja wybrałem.
Czas wrócić do pisania... no właśnie, pytanie: czego?
Otóż od jakiegoś czasu piszę coś co może mieć pewien potencjał. Wiem, może i za dużo od tego wymagam, tym bardziej, że dopiero co skończyłem pisać wstęp (zaledwie kilkadziesiąt stron, czym to jest w obliczu całego świata?). Mimo wszystko, nawet jak to okaże się kolejną porażką, to zawsze da jakieś doświadczenie. Prawda?
Prawda?
A oto tekst sprzężony z tym co obecnie piszę:
Prolog
Więc przyszedł czas, kiedy żywcem wieczna droga pogrzebana
Nieskalana przez złość czy smutek, gdzie jedynie litość
Zaprowadziła Pokój i nieśmiertelny Porządek
Tam wzywa Bóg, by ukazać swą nieskończoną tajemnicę
Act I
W Bramach pojawia się zwątpienie
Czy szukamy odpowiedzi na odpowiednie pytania?
Sny i marzenia kończą się tak samo
I przychodzi dzień, w którym nie zaznasz odpoczynku
Act II
Czy zamierzasz teraz uciec? Tam gdzie nie ma powrotnej drogi?
Wszystko co ciebie czeka, jest zamknięte w zamglonej przyszłości
Nieważne kiedy i skąd przybyłeś
Twoja Nieśmiertelność pragnie akceptacji, którą starasz się kamuflować
Jednak nic nie przyniesie większej ulgi
Zapomnienie jedynie jest tym co nęka najbardziej
Act III
Przeznaczenie jest okrutne.
Tu nie ma marzeń czy też dumy
Ma dusza rozpada się w strzępy przez chciwość
Czy to nie czas na odnalezienie właściwej drogi?
By odkupić siebie, by znaleźć swoje ocalenie?
Nie ma wspomnień po granicy między Czarnym, a Szarym
Akt IV
Nawet jeśli przyszłości dla mnie nie będzie
Nic nie powstrzyma mojej Nieśmiertelności
Moje poświęcenie noś z dumą na swoich ustach
Gdyż Nieśmiertelność przeminie, wraz z Zapomnieniem
Kolejne dwa teksty są nieco zaległe, ale niemniej listopadowe.
Kłamstwo
Nauczyłem się pięknie kłamać
Oszukuję innych i sam siebie
Nie, nie zamierzam się kłaniać
Być może tak trafię do Ciebie
Nieistotne jak będzie wyglądać
Dzień, który właśnie odchodzi
To co przyjdzie, będę oglądać
Do czasu, aż nie zacznie odchodzić
Nauczyłem się pięknie kłamać
Oszukuję innych i sam siebie
Przestałem już słowa cenić
Tworzę nimi ochronę, wiem
Nie przyjdzie mi z tego nic
Choć bardzo bym tego chciał
Od słów pięknych chce się pić
Nawet jak będziesz tylko stał
Nauczyłem się pięknie kłamać
Oszukuję innych i sam siebie
Nie umiem już siebie oddawać
Nie ma już więcej mnie w sobie
Chcę z powrotem cenić słowa
Nie rzucać ich na wiatr wcale
Niemniej, pusta moja głowa
Szukam drogi, ciągle wytrwale
Nauczyłem się pięknie kłamać
Oszukuję innych i sam siebie
Nie chcę już więcej płakać
Nie chcę oszukiwać Ciebie
* * *
Wciąż mam ślady na rękach po nierealnych walkach
W głowie roi się od nieistotnych myśli, ich mordęgach
Nic absolutnie nie jest takie jak powinno być
I nie mam pojęcia dlaczego nie potrafię cokolwiek zmienić
Moja chwila na zawsze odeszła, pozwoliłem jej odfrunąć
Zamieniłem ją na utracone miesiące, nic nie przyjmując
Wewnętrzny żal wypełnił serce, którego już nie czuję wcale
Choć o tym nie wiem, to moja duma odeszła i niepowróci trwale
Mimo wszystko trwam, jak w blaszanej puszce, klatce
Wciąż nie brak mi niczego i uważam siebie za władcę
Ostatnie dwa... tytuł mówi wszystko.
Dla Niej
Pocałunkiem mych słów urzeknie Cię moja dłoń
Kiedy zachód przegoni słońce, westchnienie
Przymknięte oczy będą widzieć, rozkoszy chłoń
Jęk i dreszcz przyjemności Cie przebiegnie
Skupiasz uwagę, nie ukrywasz przyjemności
Wręcz domagasz się więcej od mojej dłoni
Zapomniałaś o swojej dziewczęcej skromności
Wyciągasz rękę i kierujesz na odpowiednie drogi
Czujesz ciepło na karku, muśnięcie, na czole krople rosy
Zmysły działają, jak we mnie zakotwiczone
Wciąż błagasz o więcej, wtapiam się w twoje włosy
Nikt nie przewie nam tego w co zostało wtajemniczone
Dla Niej II
Promienie nocy wędrują nad horyzontem
Układają do snu, przenikają nierządem
Wręcz wymagają posłuszeństwa od nas
Lecz nie damy się, zrobimy to teraz
Bezwiednie rozpostarte dłonie
Lądują delikatnie na Twojej głowie
Z mrukiem muskam Cię w policzek
Kątem oka widzę delikatny uśmieszek
W tańcu ciał się zatraciłaś, zapomniałaś
Roztrzepane włosy na mym ciele zostawiałaś
Radosne rysy pazurów ozdabiają moją skórę
Twoje usta, jaskrawo czerwone, cały płonę
Zmysłom się całkiem już oddaliśmy
Błądzące ręce w rozkoszy razem spletliśmy
Zrównane oddechy, wymowne spojrzenie
Gra rytmów ciała, namiętne westchnienie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz