niedziela, 8 listopada 2015

Zarządzam śmierć

Wiem, czas nie był odpowiedni. Wiem, jeszcze była nadzieja. Wiem, nie wszystko było stracone. Ale mimo tego czas pożegnać się. Czuję się jakbym utracił przyjaciela. Ba, jakbym to ja go właśnie zabił. Skazał na śmierć. Sprzedał, jak Judasz Jezusa. Ale cóż... żyjemy w czasie gdzie bogiem są pieniądze. Prawda?

Tak więc oto koniec mojego auta, który wcześniej należał do ojca. W sumie bardzo niewiele nim jeździłem. A wydałem nieproporcjonalnie dużo na jego naprawy. Niemniej było to urządzenie, ba, skomplikowany system mechaniczny, który zawiódł mnie tylko raz. O raz za dużo. Może brzmi to tragicznie, ale taka jest prawda. Co wcale nie znaczy, że nie zawiódł innych. Mojego brata dobrych kilka razy, bo on nim częściej jeździł po śmierci ojca. Ale nie tylko, zawiódł też mojego ojca, patrząc na zdjęcia widziałem jak co najmniej raz przyjechała laweta po to auto.

Auto to skarbonka bez dna, zgadzam się z tym twierdzeniem. Ile razy ten golf był w naprawie w tym roku? Pięć? Może więcej. A mimo to znowu się zepsuł. Nie mam pojęcia czemu. Czy ojciec aż tak mocno go zaniedbał? Ale wiem co by powiedział. I do mnie i do brata - "Dać wam samochód... od razu popsujecie". To auto było wielce awaryjne.

Wczoraj był w pewnym sensie sądny dzień. Ostatni przejazd Golfem. Chciałem, żeby on tam dojechał na własnych siłach. Ale nie udało się. Skrzynia biegów umarła po drodze. Przejechałem może kilometr. A pozostałych dwadzieścia byłem holowany. Jedna z najdłuższych podróży jakie przeżyłem. Cisza, głucho, leśna jezdnia. W połowie drogi musiałem włączyć muzykę, choć akumulator wcale się nie ładował, to nie wytrzymałem tej ciszy. Po drodze widziałem jak ktoś, również golfem, nie wyrobił na zakręcie i spadł w rów, który był na dobre cztery metry w dół. Trochę żal mi się zrobiło kierowcy. Nigdy nie chciałbym przeżyć czegoś takiego, ale kierowca do tego doprowadził i jestem niemal pewny, że przez prędkość. Wszyscy na tym odcinku jeżdżą co najmniej dwa razy szybciej, niż nakazuje znak ograniczenia prędkości.

Tak więc tym sposobem auto, które miałem doprowadzić do końca - doprowadziłem. Melduję wykonanie zadania. Tylko komu? I jakiego zadania? Nieistotne. To już wszystko jest nieistotne. Czas wyrejestrować. Logout. Do widzenia, auto.



Skarpa


W nieprzyjemnym wietrze, jak skała kruszeję
Stoję i wyję, dotykam mojej twarzy, maleję
Moje serce wypełnia przenikliwy chłód
Na moich rękach pozostał tylko bród
Skrzydła, niegdyś piękne i wielkie
Obecnie połamane i zwiotczałe, miękkie
Nie wzbiję się do lotu, zgasł ten ogień
Wypaliłem się jak pustka, znikła ta czerwień
Zorza przykrywa moje niebo, piękna i nikczemna
Uwodzi mnie, pięknem przestrzeni ogromna
Stoję nad skarpą i wyję, maska już dawno spadła
Patrzę w przestrzeń, łamią mi się skrzydła
Wychylam się do przodu, chwytam się nadziei
Wiem, że dla mnie absolutnie nic się nie zmieni


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz